CO ZROBIĆ Z TĄ PRZESZŁOŚCIĄ…?

Jak pogodzić się z przeszłością?

.. wiele osób czuje się przytłoczonych swoją pełną błędów przeszłością, nawet jeśli są już w zupełnie innym, lepszym, miejscu.

To z kolei przypomniało mi ideę, na którą pierwszy raz trafiłam u N. D. Walsch’a, że życie to jest proces tworzenia siebie – raczej niż odkrywania tego, kim jestem. Tak więc ważne jest, by poszukiwać tego, kim chcę być i jakim chcę siebie stworzyć. Przydatna okazuje się w tym przypadku również świadomość tego, kim nie chcę być.

I to jest dla mnie jeden z pomysłów na to, jak traktować swoją przeszłość. Część ludzi chciałaby o niej po prostu zapomnieć, mówią – jaki głupi byłem, że zrobiłem tak a nie inaczej, dziś bym już wiedział lepiej. Ale czy wiedziałbyś, to co wiesz teraz, bez doświadczenia tego, czego doświadczyłeś kiedyś? Czy nie jest tak, że ciemne etapy życia, były po prostu kolejnymi etapami i fantastycznie, jeśli teraz jest jaśniej, ale po to, żeby się nauczyć, trzeba popełniać błędy? Dzięki tym błędom, dzięki tym trudnym, głupim, czy niechlubnym momentom doświadczyliśmy siebie takim, jakim nie chcę być. A stąd już niedaleko (a przynajmniej bliżej) do określenia kim chcę się stawać.

To jeden ze sposobów innego spojrzenia na swoją przeszłość. Inny, ważny dla mnie, aspekt oddaje metafora dziecka, które uczy się chodzić. Gdy stawia ono pierwsze kroki i przewraca się, nikt go nie strofuje, a wręcz przeciwnie, wszyscy cieszą się zachodzącym procesem, wiedząc, że upadki są nieodzownym elementem nauki. Gdy dziecko upada, otoczenie pomaga mu wstać i zachęca do dalszych prób. Podobnie nie mamy pretensji do siebie, że mając rok nie potrafiliśmy czytać, albo, że mając 15 lat daliśmy sobie złamać serce. Dlaczego więc nie ucieszyć się ze swoich doświadczeń i z tego, że teraz wiemy i umiemy więcej niż kiedyś?

Często trudno jest pogodzić się ze „straconymi latami”, poczucie żalu jest jak najbardziej usprawiedliwione. Jednak czyż zadręczanie się błędami przeszłości nie jest dalszym traceniem czasu? Skoro przeszłość jest tylko jakimś obrazem w naszej głowie, a życie dzieje się tu i teraz i jak to mówią Kahuni, teraz jest moment mocy… Teraz mamy wpływ na to, co jest i to, co będzie. Możemy też wpłynąć na postrzeganie swojej przeszłości, jeśli to i tak tylko obraz, który nie jest rzeczywistością, a pewnego rodzaju zapisem naszej percepcji, przefiltrowanym przez przekonania, schematy, stan emocjonalny, itd, to równie dobrze można ten zapis modyfikować. Ale to tylko jakaś sztuczka, z której można skorzystać.

Najważniejsze, to docenić swoją przeszłość i doświadczenia w niej zawarte. Gdyby nie one, bylibyśmy kim innym, gdzie indziej. Jeśli zaś nasuwa się pytanie, czy może nie byłoby to ktoś lepszy i lepsze miejsce, to znaczy, że problemem tak naprawdę jest zaakceptowanie siebie i życia w chwili obecnej. A to już trochę inna bajka…

p.s. Skupiłam się tutaj na takiej przeszłości, która wzbudza pretensje do samego siebie, a świadomie pominęłam temat akceptacji przeszłości, w której ktoś był ofiarą jakiegoś traumatycznego zdarzenia (np. będąc dzieckiem). To o wiele bardziej delikatne i skomplikowane sytuacje, w których bezrefleksyjne zastosowanie podejścia „pogódź się i zobacz czego Cię to nauczyło” może wyrządzić więcej szkody, niż pożytku. O tym może innym razem.

źródło artykułu:

  http://pozaschematy.pl/2010/02/17/co-zrobic-z-ta-przeszloscia/

                                         2fb1f4cd40042ea11be97938ac422301