22
Paź
2016

WYBORY I POGLĄDY BUDZĄCE WĄTPLIWOŚCI, CZYLI O DYSONANSIE POZNAWCZYM…

Rzeczywistość stawia nas przed koniecznością dokonywania wyborów. Podejmując decyzję w różnych ważnych dla nas kwestiach konfrontujemy się z własnymi przekonaniami co do ich słuszności. Co dzieje się w momencie, kiedy nie jesteśmy stu procentowo przekonani, czy decyzja w sprawie którą podjęliśmy jest właściwa? Rodzi się w nas nieprzyjemne uczucie napięcia, określane jako dysonans poznawczy.

Pojęcie dysonansu poznawczego wprowadził do psychologii w 1957 roku Leon Festinger. Dysonans wiąże się ze stanem napięcia psychicznego, którego doznaje człowiek konfrontujący niezgodne ze sobą informacje dotyczące własnego zachowania. Dochodzi wtedy do sprzeczności. Doznane napięcie motywuje człowieka do podejmowania działań, których celem jest wyeliminowanie lub zredukowanie zaistniałego dyskomfortu.

Koncepcja Festingera zakłada ponadto, że tym usilniej będziemy dążyć do usunięcia przykrego napięcia wywołanego przez dysonans, im jest ono większe. Oczekuje się również, że stan odczuwanego napięcia wywołanego dysonansem pomiędzy niezgodnymi ze sobą informacjami bądź przekonaniami będzie tym większy, im bardziej znaczące dla człowieka są przekonania, między którymi ta sprzeczność zachodzi. Wzrost napięcia spowoduje również to, ile posiadanych przekonań i argumentów przemawiających za każdą z informacji pozostaje ze sobą w dysonansie – im jest ich więcej tym większe odczuwamy napięcie. Aby zredukować dysonans trzeba się uciec do określonych sposobów. Możemy odrzucić każdą pojedynczą informacje wywołującą opisane u nas napięcie lub wykonać wysiłek takiej ich reinterpretacji, aby niezgodność między nimi okazała się nieistotna.

Przypatrując się omawianej koncepcji możemy wywnioskować, że kiedy już podjęliśmy decyzję, chcemy uzasadnić swój wybór. Poszukujemy zatem informacji i argumentów, które uzasadniają podjętą przez nas decyzję. Ma to na celu racjonalne wytłumaczenie swojego działania, a także stanowi próbę obalenia i ignorowania docierających do naszego umysłu przeciwstawnych informacji.

Dokonując wyboru często rozważamy wszystkie „za” i „przeciw”. Tak więc już na poziomie podejmowania decyzji doświadczamy dysonansu poznawczego. Ważne jest to czy decyzja, którą podjęliśmy ma charakter nieodwracalny, czy też możemy ją jeszcze zmienić. Zauważono bowiem, że tendencja do utwierdzania się w fakcie, że wybór, którego dokonaliśmy uważamy za słuszny, jest tym silniejsza, im bardziej nieodwracalne są konsekwencje tego wyboru. Na sposób i kierunek interpretacji decyzji, którą podjęliśmy wpływa także samoocena. Jeżeli nasza samoocena jest pozytywna wykazujemy skłonność do utwierdzenia siebie co do słuszności podjętej decyzji. Natomiast ludzie o niskiej samoocenie często żałują, że nie dokonały innego wyboru niż już podjęty.

Zjawisko dysonansu poznawczego dość powszechnie zaobserwować możemy we współczesnym świecie. Człowiek często staje w sytuacji, w której musi podejmować decyzje. Żyjemy w świecie rozwiniętego konsumpcjonizmu, a rzeczywistość oferuje nam dostęp do różnorodnych dóbr. Przyglądając się nim, wybierając spośród nich to, co chcemy posiadać, angażujemy się w dokonywanie selekcji. Urzeczywistniamy ją zarówno w bardzo istotnych dla nas kwestiach, jak i codziennych, mniej ważnych sprawach, jak choćby zakupy do domu. Jesteśmy, jako istoty żyjące w społeczeństwie, skazani na dokonywanie wyborów.

Aby zobrazować zjawisko dysonansu posłużę się przykładem. Wybierając się na zakupy do dużego sklepu stajemy przed możliwością wyboru i zakupu różnorodnych produktów. Zakładając, że jesteśmy z natury osobami oszczędnymi i racjonalnie planującymi wydatki możemy spotkać się z sytuacją, w której jednak ulegniemy magii sklepowych półek. Kupimy produkt, który nas urzekł, a którego zakupu nie planowaliśmy. Kiedy po powrocie do domu nasz entuzjazm opadnie, zaczynamy zastanawiać się nad naszym zachowaniem. Jeżeli zdamy sobie sprawę, że być może kupiliśmy coś, czego nie planowaliśmy nabyć, a równocześnie uważamy się za osoby racjonalne i oszczędne, to w konfrontacji z faktem nieprzemyślanego zakupu może powstać u nas dysonans poznawczy.

Co może zrobić człowiek doznający dysonansu, jak choćby opisany w przykładzie, aby pozbyć się przykrego napięcia? Otóż będzie starał się ten niekomfortowy stan zredukować. Jedną z możliwości w przytoczonym przykładzie może być próba oddania zakupionego towaru do sklepu. Nasz bohater może też poszukać argumentów na uzasadnienie swojego zachowania. Może próbować dojść do wniosku i przekonywać sam siebie, że np. zakup się opłacił, bo towar był po promocyjnej cenie, lub jego posiadanie na pewno zostanie wykorzystane w dobrym i przydatnym celu. Używając tych argumentów w opowiadaniu o zakupie domownikom, może próbować zyskać ich przychylność co do swojego zachowania, przekonując tym samym siebie co do słuszności podjętej decyzji.

Dysonans poznawczy pojawia się nie tylko w sytuacjach związanych z podejmowaniem konkretnych zachowań, ale może również mieć miejsce w odniesieniu do poglądów. Szansa na jego pojawienie się wzrasta, gdy nasze osobiste poglądy i postawy okazują się niezgodne z własnymi, konkretnymi zachowaniami. Mówiąc inaczej, napięcie pojawia się w momencie kiedy uświadamiamy sobie, że to co myślimy jest całkowicie inne od tego co robimy.

Również w grupie osób zjawisko dysonansu poznawczego w przypadku konfrontacji poglądów ma rację bytu. Wyobraźmy sobie spotkanie kilku znajomych i dyskusję na interesujący wszystkich zgromadzonych temat. Ku naszemu zaskoczeniu dowiadujemy się, że to co myślą nasi znajomi nie pokrywa się w tej dyskusji z naszymi poglądami. W tym przypadku powiemy, że mamy do czynienia z sytuacją, w której napływające do nas informacje uznajemy za niezgodne z naszymi posiadanymi i utrwalonymi poglądami. Jeżeli grupa naszych znajomych jest dla nas bardzo ważna, rozdźwięk wywołany niezgodnością własnych poglądów z resztą grupy staje się dotkliwy. Rozbieżność w poglądach trudno jest zignorować, ponieważ ich podtrzymywanie niesie różnego rodzaju konsekwencje, np. spór lub wykluczenie z grupy. Dlatego presja, jaką odczuwamy w takiej sytuacji, może być tak duża, że wymusi na nas wybór tych poglądów, które preferuje grupa, mimo, że nasze osobiste mogą się znacznie od nich różnić. Presja grupy rządzi się natomiast zasadą demokracji i jest tym silniejsza, im więcej jej członków bezpośrednio wyraża poglądy, które są sprzeczne z naszymi. Powoduje to automatyczny wzrost dysonansu. Jeżeli okaże się jednak, że w naszej grupie znajdziemy sprzymierzeńca, który nie podziela tak jak i my poglądów większości oraz zgadza się z naszymi, wtedy istnieje duża szansa, że nie ulegniemy grupie.

Także różnego rodzaju większe lub mniejsze kłamstwa, których się dopuszczamy, rodzą w nas dysonans. Czasami stajemy w sytuacji, kiedy musimy dokonać wyboru pomiędzy powiedzeniem komuś prawdy, a kłamstwem. Kiedy decydujemy się skłamać, powodem może być choćby to, że nie chcemy kogoś obrazić lub zranić. Wyobraźmy sobie sytuację, w której zostaliśmy zaproszeni na obiad, a gospodyni domu podaje danie, które absolutnie nam nie smakuje. Dodatkowo pyta nas o wrażenia smakowe, chcąc poznać nasze zdanie. W tej sytuacji możemy zachować się dwojako: powiedzieć prawdę licząc na zrozumienie co do naszych preferencji kulinarnych i na to, że gospodyni się nie obrazi, bądź skłamać. W tym wypadku prawdopodobnie zdecydujemy się na to drugie rozwiązanie. Argumentami przemawiającymi za tym wyborem będzie choćby to, że nie chcemy robić przykrości gospodyni, że nie wypada być niewdzięcznym za jej włożony trud w przygotowanie obiadu. Wybór kłamstwa staje się usprawiedliwiony. Kłamaliśmy, ale mamy na to usprawiedliwienie. Nie mogąc zaprzeczyć własnemu zachowaniu, które nie pasuje do wyznawanych przez nas wartości czy opinii, modyfikujemy je i sprawiamy, aby pasowało do sytuacji w której się znaleźliśmy.

Podsumowując rozważania na temat dysonansu poznawczego można powiedzieć, że dokonywanie wyborów wiąże się z umiejętnością zebrania argumentów i informacji, które stanowią podstawę dla naszych decyzji. Jeżeli będą one spójne i przejrzyste tym mniejsza szansa na pojawienie się dysonansu.

autor tekstu – Tomasz Ciećwierz

http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=578

                                                           84e3fa194e45516f975a9552237a7759

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
12
Paź
2016

CO ZROBIĆ Z TĄ PRZESZŁOŚCIĄ….?

Jak pogodzić się z przeszłością?

.. wiele osób czuje się przytłoczonych swoją pełną błędów przeszłością, nawet jeśli są już w zupełnie innym, lepszym, miejscu.

To z kolei przypomniało mi ideę, na którą pierwszy raz trafiłam u N. D. Walsch’a, że życie to jest proces tworzenia siebie – raczej niż odkrywania tego, kim jestem. Tak więc ważne jest, by poszukiwać tego, kim chcę być i jakim chcę siebie stworzyć. Przydatna okazuje się w tym przypadku również świadomość tego, kim nie chcę być.

I to jest dla mnie jeden z pomysłów na to, jak traktować swoją przeszłość. Część ludzi chciałaby o niej po prostu zapomnieć, mówią – jaki głupi byłem, że zrobiłem tak a nie inaczej, dziś bym już wiedział lepiej. Ale czy wiedziałbyś, to co wiesz teraz, bez doświadczenia tego, czego doświadczyłeś kiedyś? Czy nie jest tak, że ciemne etapy życia, były po prostu kolejnymi etapami i fantastycznie, jeśli teraz jest jaśniej, ale po to, żeby się nauczyć, trzeba popełniać błędy? Dzięki tym błędom, dzięki tym trudnym, głupim, czy niechlubnym momentom doświadczyliśmy siebie takim, jakim nie chcę być. A stąd już niedaleko (a przynajmniej bliżej) do określenia kim chcę się stawać.

To jeden ze sposobów innego spojrzenia na swoją przeszłość. Inny, ważny dla mnie, aspekt oddaje metafora dziecka, które uczy się chodzić. Gdy stawia ono pierwsze kroki i przewraca się, nikt go nie strofuje, a wręcz przeciwnie, wszyscy cieszą się zachodzącym procesem, wiedząc, że upadki są nieodzownym elementem nauki. Gdy dziecko upada, otoczenie pomaga mu wstać i zachęca do dalszych prób. Podobnie nie mamy pretensji do siebie, że mając rok nie potrafiliśmy czytać, albo, że mając 15 lat daliśmy sobie złamać serce. Dlaczego więc nie ucieszyć się ze swoich doświadczeń i z tego, że teraz wiemy i umiemy więcej niż kiedyś?

Często trudno jest pogodzić się ze „straconymi latami”, poczucie żalu jest jak najbardziej usprawiedliwione. Jednak czyż zadręczanie się błędami przeszłości nie jest dalszym traceniem czasu? Skoro przeszłość jest tylko jakimś obrazem w naszej głowie, a życie dzieje się tu i teraz i jak to mówią Kahuni, teraz jest moment mocy… Teraz mamy wpływ na to, co jest i to, co będzie. Możemy też wpłynąć na postrzeganie swojej przeszłości, jeśli to i tak tylko obraz, który nie jest rzeczywistością, a pewnego rodzaju zapisem naszej percepcji, przefiltrowanym przez przekonania, schematy, stan emocjonalny, itd, to równie dobrze można ten zapis modyfikować. Ale to tylko jakaś sztuczka, z której można skorzystać.

Najważniejsze, to docenić swoją przeszłość i doświadczenia w niej zawarte. Gdyby nie one, bylibyśmy kim innym, gdzie indziej. Jeśli zaś nasuwa się pytanie, czy może nie byłoby to ktoś lepszy i lepsze miejsce, to znaczy, że problemem tak naprawdę jest zaakceptowanie siebie i życia w chwili obecnej. A to już trochę inna bajka…

p.s. Skupiłam się tutaj na takiej przeszłości, która wzbudza pretensje do samego siebie, a świadomie pominęłam temat akceptacji przeszłości, w której ktoś był ofiarą jakiegoś traumatycznego zdarzenia (np. będąc dzieckiem). To o wiele bardziej delikatne i skomplikowane sytuacje, w których bezrefleksyjne zastosowanie podejścia „pogódź się i zobacz czego Cię to nauczyło” może wyrządzić więcej szkody, niż pożytku. O tym może innym razem.

Źródło artykułu:

http://pozaschematy.pl/2010/02/17/co-zrobic-z-ta-przeszloscia/

                                                                      2fb1f4cd40042ea11be97938ac422301

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...