24
Wrz
2016

Czym jest wybaczanie?

 

Ćwiczenie

Sprawdź, czy masz osobiste powody, by zainteresować się zagadnieniem wybaczania. Na kartce papieru zrób w punktach listę doznanych krzywd. Istotne mogą być zarówno krzywdy doznane od innych ludzi, jak i wyrządzone sobie samemu (niektórzy ludzie stwierdzają bowiem, że największą krzywdę zrobili sobie sami). Długość listy jest sprawą dowolną – może ona liczyć od kilku do kilkunastu pozycji. Poszczególne pozycje powinny być ujęte w sposób lakoniczny – każdy punkt powinien być wyrażony w najwyżej kilku słowach (np. „przemoc ze strony ojca w dzieciństwie”, „opuszczenie przez matkę”, „zawód ze strony przyjaciela”). Nie chodzi tu bowiem o szczegółowe opisy krzywd, lecz tylko o ich przypomnienie, wyliczenie i subiektywną ocenę ich wagi.

Następnie każdemu punkowi przypisz pewną liczbę na skali od 1-10, w zależności od subiektywnego znaczenia danej krzywdy dla Ciebie. Jeśli krzywda była dla Ciebie bardzo ciężka, wpisz liczby między 7-10 (gdzie „10” oznacza najcięższe krzywdy), jeśli znaczenie krzywdy oceniasz średnio, wpisz liczbę między 4-6, zaś jeśli krzywda była mała, wpisz liczbę między 1-3. Natomiast wszędzie tam, gdzie wybaczyłeś krzywdę, wpisz liczbę „0”, niezależnie od tego, jak ciężka to była krzywda.

W kolejnym kroku podsumuj uzyskaną liczbę punków. Uzyskany wynik zamień na kilogramy i narysuj schematycznie samego siebie z odpowiednim obciążeniem. Wykorzystaj do tego plecaki ze stelażem, torby „jamnik” i reklamówki (gdzie plecak ze stelażem waży 20 kg, torba „jamnik” – 10 kg, a reklamówka – 5 kg.).

cierpietnik

Rysunek obok zrobił Michał, który uzyskał wynik 55 kilogramów. Potrzebował zatem dwóch plecaków ze stelażem po 20 kg, jednej torby „jamnik” o wadze 10 kg oraz jednej reklamówki o wadze 5 kg.

Z kolei Joanna potrzebowała aż 6-ciu plecaków ze stelażem, umieszczonych jeden na drugim, by unieść swoje 120 kg doznanych krzywd.

Po narysowaniu samego siebie z odpowiednim obciążeniem przypatrz się swojemu rysunkowi i spróbuj wyobrazić sobie, jak się czuje osoba, która codziennie musi nosić taki ciężar. Ani na chwilę nie może go z siebie zdjąć. Z takim obciążeniem siedzi, śpi, je, chodzi do pracy lub do szkoły, czy próbuje wypoczywać…

Wyobraź sobie, że to właśnie Ty nosisz codziennie taki ciężar. Tak się już do tego przyzwyczaiłeś, że nawet nie jesteś tego świadomy na codzień. Odczuwasz dyskomfort, ale nie bardzo wiesz, skąd on się wziął, czemu ciągle jesteś rozdrażniony, poirytowany, czy przygnębiony. Może wydawać Ci się normalne, że jest Ci tak ciężko… Może powtarzasz sobie zdania w rodzaju „życie jest ciężkie” i sam już w to uwierzyłeś…

Jerzy Mellibruda w książce „Pułapka nie wybaczonej krzywdy” zwraca uwagę, że osoby skrzywdzone często cierpią podwójnie – raz z powodu krzywdy, jaka ich spotkała, drugi raz – z powodu urazy, pielęgnowanej później przez długie lata. W ten sposób doznana krzywda ciąży im nieraz przez wiele lat. Tego ciężaru można się jednak pozbyć. Sposobem na to jest wybaczenie.

 

Czym jest wybaczenie?

Ludziom jest trudno wybaczać, gdyż mają fałszywe wyobrażenia na ten temat – często nie rozumieją, czym jest, a czym nie jest wybaczenie. Wówczas niechęć lub obawa wobec błędnie rozumianego „wybaczenia” może być uzasadniona – rzeczywiście fałszywie rozumiane „wybaczenie” mogłoby przynieść dalsze szkody dla osoby wybaczającej. Rozróżnienie między tym, czym jest, a czym nie jest wybaczanie, ilustruje poniższa tabela:

 

Czym jest, a czym nie jest wybaczenie?

„wybaczyć” nie oznacza:

zapomnieć

·         zrozumieć

·         usprawiedliwić

·         udawać, że nic się nie stało

·         zbagatelizować krzywdę

·         znów zaufać

·         zaprzyjaźnić się

·         być blisko z osobą, która nas skrzywdziła

·         zrobić niezasłużony prezent sprawcy krzywdy

·         zrezygnować ze sprawiedliwej kary

·         zrezygnować z obrony przed ponownymi krzywdami

 

 „wybaczyć” oznacza:

·        zrezygnować z pielęgnowania urazy

·         zrezygnować z zemsty (w tym karania samego siebie)

·         zrezygnować z „drewnianej nogi”

·         pogodzić się z tym, że nie będzie rekompensaty za doznane krzywdy

·         pogodzić się z tym miejscem w życiu, w którym jest się teraz

Poszczególne punkty zawarte w tabeli wymagają bardziej szczegółowego wyjaśnienia.

 

Nie zapominaj

Wybaczyć nie oznacza – zapomnieć. Przeciwnie – niczego nie zapominamy. Wszelkie zdarzenia z naszego życia, także doznane krzywdy, są cennym życiowym doświadczeniem. Nie warto zapominać lekcji, jakich udziela nam życie. Także doznane krzywdy uczą nas czegoś o świecie, o innych ludziach, o nas samych. Uczą, jakich sytuacji i jakich ludzi lepiej unikać, na co należy uważać, żeby uchronić się przed ponowną krzywdą. Nie warto więc niczego zapominać, gdyż wówczas bylibyśmy bardziej narażeni na podobne krzywdy w przyszłości ze strony tej samej osoby, bądź podobnych osób. Chodzi tylko o to, by pamięć o doznanej krzywdzie przestała boleć.

Nie musisz zrozumieć

Zrozumienie, czym kierował się sprawca krzywdy, może zaspokoić Twoją ciekawość i być cenną lekcją na przyszłość. Niekiedy zrozumienie może też ułatwić Ci wybaczenie. Ale może też utrudnić – ludzie niekiedy bowiem kierują się negatywnymi intencjami, bądź robią coś złego zupełnie bezmyślnie i bezinteresownie. Wówczas świadomość tego faktu raczej nie ułatwi Ci wybaczenia. Jednak zrozumienie i wybaczenie to dwie różne sprawy, które nie muszą iść w parze. Nie musisz zrozumieć różnych, pokrętnych motywów, dla których ktoś Cię skrzywdził. Możesz przebaczyć nawet wtedy, gdy nigdy nie zrozumiesz, dlaczego to zrobił.

Nie musisz znaleźć usprawiedliwienia

Niektóre osoby, rozumiejąc motywy sprawcy, starają się go usprawiedliwić, na siłę wynajdując okoliczności łagodzące, np.: „on sam był nieraz skrzywdzony i nauczył się tak funkcjonować”. Człowiek jednak ma wolną wolę i na ogół nie jest przymuszany do krzywdzenia innych. Wybaczanie nie wymaga usprawiedliwiania, ani zdejmowania z kogoś jego osobistej odpowiedzialności za to, co zrobił. Są też krzywdy, dla których nie da się znaleźć żadnego, rozsądnego usprawiedliwienia i mimo to je również można wybaczyć.

Nie udawaj, że nic się nie stało

Jeśli ktoś przez nieuwagę lekko potrąci Cię w tramwaju i przeprosi, możesz z uprzejmości odpowiedzieć: „nic się nie stało”. Jeśli jednak parasolem wybije Ci oko, nie powiesz wtedy „nic nie szkodzi, mam drugie”.

Wybaczenie nie polega na pomniejszaniu znaczenia krzywdy, bagatelizowaniu jej, czy wręcz udawaniu przed samym sobą, że żadna krzywda nie miała miejsca. Masz prawo do bólu, rozgoryczenia, poczucia krzywdy, chodzi tylko o to, by odreagować te uczucia i pozwolić im ustąpić, by nie pozostały w Tobie do końca życia.

Udawanie, że nic się nie stało, może doraźnie pomóc poradzić sobie z urazą i poczuciem krzywdy, ale grozi tym, że w przyszłości Ty mógłbyś w ten sam sposób krzywdzić innych ludzi, w przekonaniu, że nic złego się nie dzieje.

Nie bagatelizuj

Z tych samych powodów, nie należy bagatelizować doznanej krzywdy (ani jej nie wyolbrzymiać). Staraj się widzieć ją we właściwych proporcjach.

Nie musisz ponownie zaufać

Kolega Mateusza, Łukasz pożyczył od niego 100 zł, obiecując, że odda za tydzień. Jednak nie zrobił tego w tym terminie. Mateusz się upominał kilka razy, ale nie przyniosło to żadnych efektów. Łukasz początkowo się wykręcał, a następnie zaczął unikać Mateusza. Mateusz po jakimś czasie pogodził się ze stratą pieniędzy. Nie obraził się na kolegę. Gdy spotykał go na mieście, nie przechodził na drugą stronę ulicy, aby tylko nie podać mu ręki. Spotykając go przypadkowo, rozmawiał z nim zwyczajnie. Kiedy jednak Łukasz ponownie poprosił go o pożyczkę, obiecując, że tym razem odda mu 200 zł, Mateusz nie zgodził się. Z uśmiechem odmówił kolejnej pożyczki, wyjaśniając, że nie ma już do niego zaufania.
Wybaczenie może się wiązać z ponownym zaufaniem, ale nie musi. Można wybaczyć przyjacielowi, który zrobił nam jakąś krzywdę przez nieuwagę, bez złych intencji i można zaufać mu ponownie – ale też można nie łączyć tych dwóch rzeczy. Można równie dobrze wybaczyć i nie zaufać.

Niekiedy spotykamy ludzi, którzy z różnych powodów nie zasługują na zaufanie. Ponowne zaufanie im, gdy już się tego o nich nauczyliśmy, byłoby nierozsądne. Dlatego nie jest konieczne łączenie wybaczania z zaufaniem, gdyż są to dwie różne sprawy, które wprawdzie mogą iść w parze, ale nie muszą.

Nie musisz się zaprzyjaźniać

Niektóre osoby wyobrażają sobie, że wybaczenie wiąże się z koniecznością zaprzyjaźnienia z osobą, która kiedyś ich skrzywdziła. Nie mają zaś ochoty na zaprzyjaźnianie się z nią, co może utrudniać im wybaczenie. Tymczasem wybaczenie nie musi mieć nic wspólnego z przyjaźnią – przyjaciele to dla nas ważne osoby, wybaczamy zaś niekiedy ludziom, którzy nigdy nie byli i być może nigdy nie staną się dla nas ważni.

Agnieszka została kiedyś wulgarnie potraktowana przez pijanego sąsiada. Nigdy jej za to nie przeprosił, choć na trzeźwo z reguły zachowywał się wobec niej poprawnie. Agnieszka wybaczyła sąsiadowi jego zachowanie, ale od tej pory trzymała się od niego na dystans, uznając, że tak będzie dla niej bezpieczniej. Nie chciała utrzymywać bliższej znajomości z osobą wulgarną i nadużywającą alkoholu, gdyż ma zwyczaj starannie dobierać sobie przyjaciół.

Nie musisz być blisko
Zdarza się, że osoby skrzywdzone przez rodziców w dzieciństwie, wybaczając im mają nadzieję na zyskanie poczucia bliskości z nimi. Niekiedy rzeczywiście się tak dzieje, zwłaszcza tam, gdzie rodzice są otwarci na bliskość z dzieckiem i sami zabiegają o nią.

Karolina wychowywała się w rodzinie alkoholowej. Choć ojciec przestał pić, gdy była nastolatką, ciągle miała w pamięci awantury, jakie wywoływał, gdy wracał do domu pijany. Pamiętała wstyd wobec rówieśników, którzy widzieli jej pijanego ojca. Mimo, że ojciec po terapii odwykowej zaczął zabiegać o nią, próbując wynagrodzić jej brak zainteresowania w dzieciństwie, Karolina dystansowała się od ojca. Jego zachowania po alkoholu w przeszłości były tematem tabu – on bał się o to pytać, obawiając się tego, co mógłby usłyszeć, ona bała się jego reakcji i swoich łez. Dopiero pod wpływem terapii DDA odważyła się wykrzyczeć mu, jak się czuła jako dziecko. Ojciec spokojnie przyjął to, co usłyszał, choć nie było to dla niego łatwe: nie zaprzeczał, nie przerywał Karolinie, nie próbował wzbudzać w niej poczucia winy, nie wpadł w rozpacz, ani nie poszedł pić. Ułatwiło to bardzo Karolinie nie tylko wybaczenie mu, ale także zbliżenie się do niego, gdy jej negatywne uczucia opadły. Po kilku dniach pojawiły się w niej pozytywne odczucia wobec niego, wdzięczność za to, co było dobre, miłość i chęć zbliżenia się do niego. Przestała go odtrącać i w rezultacie zbliżyli się do siebie.
Jeśli druga strona zabiega o bliskość, wyjaśnienie sobie tego, co dzieli i wybaczenie ułatwia odzyskanie bliskości. Brak wybaczenia sprawia natomiast, że bliskość jest niemożliwa. Nie oznacza to jednak, że każde wybaczenie automatycznie owocuje poczuciem bliskości z osobą, która nas skrzywdziła. Zdarza się też, że pomimo wybaczenia bliskość nadal jest niemożliwa.

Klaudia wybaczyła swojej matce negatywne uwagi na swój temat, brak czułości, wyśmiewanie i wyzwiska. Wybaczyła jej, że ilekroć otwierała się przed nią, matka reagowała jakąś złośliwą uwagą, jakby celowo chciała córce sprawić ból. Klaudia miała nadzieję, że wybaczenie zbliży ją do matki, gdyż bardzo brakowało jej matczynej bliskości w dzieciństwie, lecz spotkało ją rozczarowanie. Wprawdzie wybaczając, Klaudia uwolniła się od urazy i nienawiści do matki, ale matka nic nie zmieniła się w ciągu tych lat, gdy Klaudia stawała się dojrzałą kobietą. Próbując ponownie zbliżyć się do matki, Klaudia przekonała się, że matka nadal jest tą samą, toksyczną osobą, od której lepiej trzymać się z daleka. Klaudia przyjęła to do wiadomości, choć było to dla niej przykre. Nie zdecydowała się na zerwanie wszelkich kontaktów z matką, uznając, że rodziny się nie wybiera. Zdecydowała się natomiast utrzymywać z nią powierzchowny kontakt, bliskości szukając gdzie indziej.

Wybaczenie nie jest niezasłużonym prezentem dla sprawcy
Wielu osobom wybaczenie kojarzy się z niezasłużonym prezentem dla osoby, która ich skrzywdziła. Tymczasem sprawca krzywdy często wcale nie przeprosił, nie okazał skruchy i w żaden sposób nie wydaje się zainteresowany uzyskaniem wybaczenia. Inni z kolei czują się zobowiązani do wybaczenia z powodów religijnych, choć wcale nie mają na to ochoty. Można jednakże wybaczać z czysto egoistycznych pobudek – po to, żeby nam było lżej, pomimo, że sprawca krzywdy nie zasłużył na wybaczenie.

Patrycja wybaczyła swojej przyjaciółce Kamili, która odbiła jej chłopaka, pomimo, że Kamila nie zabiegała o wybaczenie. Przeciwnie, Kamila w ogóle nie interesowała się uczuciami Patrycji po tym, jak ją skrzywdziła. Z tego powodu Patrycji było trudno wybaczyć Kamili, uważała bowiem, że ta na to nie zasłużyła. Jak długo Patrycja rozumiała wybaczenie jako niezasłużony prezent dla Kamili, tak długo nie chciała tego dla niej zrobić. Patrycja zdecydowała się na wybaczenie dopiero po tym, jak zobaczyła w tym własny interes. Dostrzegła, że pielęgnowanie urazy ją męczy i utrudnia nawiązywanie nowych przyjaźni z koleżankami. Zrobiła to dla siebie, po to, by odczuć ulgę. To, co czuje Kamila po rozpadzie ich przyjaźni, przestało Patrycję interesować.
Fakt, że sprawca nie zasługuje na wybaczenie, nie musi być przeszkodą. Dla osób wierzących pomocna może być świadomość, że nikt z nas nie zasługuje na wybaczenie, a mimo to Bóg oferuje je nam za nic. Jeśli On wybacza nam, choć na to nie zasługujemy, może to być dobrym powodem, by w podobny sposób spróbować wybaczać ludziom, którzy nas skrzywdzili. Przykład Patrycji pokazuje natomiast, że równie dobrze można skutecznie wybaczać nie tylko z chrześcijańskich, ale także z czysto egoistycznych pobudek – na przykład po to, by nie zaprzątać sobie dłużej głowy poczuciem krzywdy i mieć szczęśliwe życie. Wybaczając, robimy przede wszystkim prezent samemu sobie.

Nie musisz rezygnować ze sprawiedliwej kary

Papież Jan Paweł II spotkał się w więzieniu ze swoim niedoszłym zabójcą, Ali Agcą. Wybaczył mu zamach na swoje życie. Jednak Ali Agca nie został ułaskawiony. Zamachowiec został skazany przez sąd na wiele lat więzienia i musiał odsiedzieć swój wyrok.
Wybaczenie zatem nie musi oznaczać rezygnacji ze sprawiedliwej kary dla sprawcy krzywdy. Wychowawcy, nawet gdy natychmiast wybaczają dziecku jego przewinienia, mimo to stawiają je na kilka minut do kąta, by w ten sposób zniechęcić je do niewłaściwego zachowania i dać sygnał innym dzieciom, że niewłaściwe zachowanie się nie opłaca. Kara spełnia bowiem niekiedy ważne funkcje wychowawcze i prewencyjne.

Broń się, gdy ktoś próbuje Cię skrzywdzić
Wybaczanie odnosi się do przeszłości, której się nie da już zmienić, a do nie teraźniejszości, na którą nadal mamy wpływ. W sytuacji, gdy ktoś próbuje Cię skrzywdzić, staraj się bronić. Prawo dopuszcza nawet pozbawienie życia napastnika w sytuacji zagrożenia Twojego życia, w ramach tzw. obrony koniecznej. W momencie napaści nie czas myśleć o wybaczeniu, gdyż może to odebrać Ci determinację potrzebną do obrony. Pierwszym Twoim obowiązkiem jest wówczas zadbać o siebie i o swoje bezpieczeństwo.

Jeśli jednak zagrożenie należy już do przeszłości, a Ty poniosłeś jakąś krzywdę, można wtedy pomyśleć o jej wybaczeniu. Przeszłości nie da się bowiem już zmienić. Jedyne, co można zrobić z przeszłością, to wyciągnąć wnioski na przyszłość (co można zrobić, by więcej do tego nie dopuścić) i wybaczyć wyrządzoną wówczas krzywdę, by móc skupić się na aktualnym życiu i planach na przyszłość.

Wybaczenie nie daje gwarancji, że osoba, która nas skrzywdziła, nie spróbuje uczynić tego ponownie. Wybaczenie nie oznacza zatem rezygnacji z obrony, gdyby sprawca znów zechciał wyrządzić nam krzywdę. Dlatego wybaczając, nie zapominamy krzywd, by bogatsi o to doświadczenie już więcej na to nie pozwolić. Z przeszłości wyciągamy wnioski na przyszłość, by skutecznie bronić się w teraźniejszości.

Klaudia wybaczyła toksycznej matce krzywdy z dzieciństwa. Nadal utrzymuje kontakty z matką. Spotykają się z okazji świąt i rodzinnych uroczystości. Nie ma między nimi bliskiej zażyłości, gdyż Klaudia przekonała się, że matka nadal próbuje ją ranić. Jednak Klaudia nie pozwala się już krzywdzić. Asertywnie reaguje na złośliwości matki, ucina próby rozmowy na tematy, których nie chce z matką poruszać. Protestuje, gdy matka próbuje ją obrażać. Rozłącza się, gdy matka podnosi na nią głos przez telefon.

Zrezygnuj z pielęgnowania urazy
Uraza jest naturalnym uczuciem, gdy ktoś zrobi nam krzywdę. Ze swej natury wszystkie uczucia są zmienne jak pogoda, pojawiają się i znikają. Jak wszystkie uczucia, także i uraza na ogół w naturalny sposób znika po pewnym czasie. Jednakże, podobnie jak można w sobie pielęgnować inne uczucia, np. uczucie miłości, wdzięczności, czy rozpaczy (np. po stracie kogoś bliskiego), tak samo część osób pielęgnuje w sobie urazę, nie dopuszczając do jej zniknięcia. Rozpamiętując krzywdę i jej konsekwencje ciągnące się do dziś, ciągle na nowo przeżywają cierpienie z nią związane. Pielęgnowanie urazy bowiem często ma swoje ukryte motywy – daje energię do zemsty i jest dobrym uzasadnieniem do czerpania psychologicznych korzyści z pozostawania w roli ofiary.

Zrezygnuj z zemsty
Pragnienie zemsty, doprowadzenia do tego, by sprawca poczuł się kiedyś tak samo jak ofiara i zrozumiał, co złego zrobił – jest naturalnym odruchem u wielu osób. Wynika często z pragnienia sprawiedliwości, by każda krzywda została ukarana, a wszystkie rachunki wyrównane. Niestety, taki idealny stan nie jest możliwy na tym świecie. Tylko w bajkach zło zawsze zostaje w końcu ukarane, a dobro – nagrodzone. W realnym świecie często zdarza się inaczej, a my rzadko kiedy mamy władzę sędziego, pozwalającą nam osądzić winnego i wymierzyć sprawiedliwą karę. Niekiedy mamy po swojej stronie wymiar sprawiedliwości, niemniej jest też wiele takich przewin, których prawo nie przewiduje i którymi prokurator się nie zainteresuje.

Żeby móc się zemścić, wyrównać rachunki, doprowadzić do tego, by sprawca poczuł się tak samo, jak my kiedyś – trzeba czasem poczekać na okazję do zemsty. Oczekiwanie na taką okazję może nieraz trwać wiele lat. Żeby nie przeoczyć nadarzającej się okazji i żeby mieć wówczas energię potrzebną do wymierzenia kary, trzeba nieraz przez wiele lat pielęgnować urazę. W przeciwnym wypadku człowiek byłby raczej skoncentrowany na swoim życiu i swoim szczęściu – myślałby raczej o tym, co zrobić, by był szczęśliwy. Zemsta wymaga natomiast koncentracji raczej na tym, co zrobić, by zaszkodzić komuś innemu. Człowiek skoncentrowany na swoim szczęściu mógłby nie zauważyć nadarzającej się okazji do zemsty, a nawet, gdyby ją zauważył, być może nie chciałoby mu się poświęcać swojego cennego czasu na szkodzenie innemu. Nie miałby dość energii, by się tym zająć, gdyż zainwestował już swoją energię gdzie indziej – w budowanie swojego szczęśliwego życia. Dlatego osobom mściwym tak potrzebne jest pielęgnowanie urazy – uraza bowiem daje im energię do zemsty, gdy tylko nadarzy się odpowiednia okazja. Uraza sprawia, że nie przeoczą okazji, cierpliwie czekając na nią przez wiele lat.

Cierpliwe czekanie na okazję do zemsty i podsycanie urazy, by nie zgasła, ma jednak wiele wad, które stawiają pod znakiem zapytania opłacalność takiej postawy. Po pierwsze – uraza męczy. Człowiek, który sam skazuje się na długotrwałe przeżywanie negatywnych uczuć, staje się zgorzkniały i nieszczęśliwy. Niesie niewygodny ciężar (jak to przedstawił Michał na swoim rysunku), który uniemożliwia mu zwyczajne cieszenie się życiem. Ciągle przeżywana uraza negatywnie odbija się na wszystkich relacjach z ludźmi. Po drugie – nie ma pewności, czy taka inwestycja swojej energii przyniesie oczekiwane rezultaty. Być może np. po 20 latach nadarzy się okazja do zemsty i będzie można wyładować całą swoją złość na sprawcy. Równie dobrze jednak okazja do zemsty może się nigdy nie nadarzyć, a człowiek bezskutecznie będzie pielęgnował urazę, mszcząc się za swoją krzywdę na swoich bliskich bądź na przypadkowych osobach. Wiele lat dźwigania ciężkiego plecaka pełnego urazy może okazać się wówczas zupełnie bezcelowe, przynosząc tylko dodatkowe szkody skrzywdzonej osobie i otoczeniu.

Przyjaciel Konrada, Jacek, uwiódł kiedyś jego żonę. Konrad rozstał się z żoną, nie wybaczył także Jackowi doznanej krzywdy. Po latach, podczas zajęć grupy terapeutycznej reagował wrogością wobec innego pacjenta o imieniu Jacek. Krytykował jego wypowiedzi, zarzucał mu fałszywość, bywał wobec niego złośliwy. Dopiero po pewnym czasie zorientował się, że negatywne emocje, jakie przeżywa wobec kolegi z grupy, tak naprawdę adresowane są do innego Jacka.
Trzeba też wspomnieć, że często spotykaną formą zemsty jest niszczenie samego siebie, pod hasłem „zobaczcie, do czego mnie doprowadziliście”, czy „będziecie musieli patrzeć, jak bardzo przez was cierpię”. Tego rodzaju forma zemsty często wybierana jest w rozgrywkach między rodzicami a dziećmi, na zasadzie: „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

Ewa miała zaborczą matkę, która podejmowała za nią wszystkie decyzje, nie licząc się z pragnieniami córki. Matka zdecydowała o kierunku studiów Ewy i o tym, jaką pracę powinna podjąć po studiach, gdzie mieszkać i z kim się spotykać. Ewa bała się przeciwstawić matce. Bała się także samodzielnego życia na własny rachunek, gdyż rodzice zapewniali jej komfort materialny. Podporządkowała się więc matce, zarazem skrycie sabotując jej wszystkie decyzje. Wpadła w depresję, zamęczając matkę ciągłym narzekaniem na to, jak bardzo jest nieszczęśliwa. Zadręczała matkę opowiadaniem, jak kiepsko radzi sobie w pracy i że na pewno zostanie z niej wyrzucona. Wmawiała sobie, że jest brzydka i że nikt jej nie zechce, aby ukarać matkę za ingerowanie w jej znajomości i by matka musiała cierpieć powodu tego, że jej córka nie ułożyła sobie życia.

Zrezygnuj z „drewnianej nogi”
Eric Berne w książce „W co grają ludzie” opisuje grę w „drewnianą nogę”. Gra polega na tym, że osoba posiadająca jakąś ułomność, jakieś realne lub wyimaginowane ograniczenie, wykorzystuje je jako usprawiedliwienie dla rezygnacji ze swoich ambicji, braku odwagi do podejmowania wyzwań, czy wręcz lenistwa.

Otoczenie obniża swoje wymagania wobec osoby posiadającej drewnianą nogę, dla wszystkich jest bowiem oczywiste, że kaleka nie zostanie mistrzem tańca ani wybitnym piłkarzem. Są jednak ludzie, którzy pomimo drewnianej nogi wiodą udane życie i realizują się w tych dziedzinach, w których posiadanie protezy zamiast nogi za bardzo nie przeszkadza, jak i tacy, dla których drewniana noga usprawiedliwia rezygnację z podejmowania jakichkolwiek wyzwań.

Józef jest uzależniony od alkoholu. Odmroził sobie nogi, gdy spał na mrozie, będąc pod wpływem alkoholu. Trafił do szpitala, gdzie dowiedział się, że grozi mu amputacja. Wiele tygodni musiał spędzać w łóżku i znosić kolejne operacje, których celem było uratowanie jego nóg. Był zrezygnowany i miał myśli samobójcze. Perspektywa utraty nóg oznaczała dla niego katastrofę. Agresywnie odrzucał wszelkie przejawy troski ze strony lekarzy i pielęgniarek. Odmawiał nawet zmiany pozycji na łóżku, czym spowodował trudno gojące się odleżyny.

Marek także jest uzależniony od alkoholu. Utracił obie nogi i porusza się na protezach. Nie pije od wielu lat. Jest liderem jednej z grup AA. Prowadzi mityngi AA także dla alkoholików w zakładach karnych i w placówkach odwykowych, opowiada na swoim przykładzie, jak można sobie poradzić z uzależnieniem, gra na gitarze i śpiewa. Jest pogodnym człowiekiem. Tylko ci, co znają go bliżej, wiedzą, że jest inwalidą. Porusza się na tyle sprawnie, że dla większości ludzi jego kalectwo jest niezauważalne.
Jak pisze Eric Berne, gracz grający w „drewnianą nogę” komunikuje swoją postawą całemu światu: „czego można oczekiwać od osoby z drewnianą nogą?” „Drewniana noga” jest tu metaforą, w jej miejsce można podstawić dowolne ograniczenie. W zależności od rodzaju ograniczenia komunikat ten może być odpowiednio modyfikowany, np.: „czego można oczekiwać od kogoś, kto miał tak ciężkie dzieciństwo jak ja?”; „czego można oczekiwać od osoby z depresją?”; „czego można oczekiwać od ofiary bezdusznej biurokracji?”. Zawsze jednak gracz w „drewnianą nogę” wykorzystuje swoje ograniczenie do obniżenia wymagań wobec samego siebie poniżej swoich realnych możliwości.

Antoni prowadził małą firmę współpracującą z dużą, prywatną telewizją ogólnopolską. W ramach współpracy zrealizował dla telewizji kontrakt o wartości 5 tys. zł., lecz nie otrzymał za to należnej zapłaty. Ponieważ miał w tym czasie kłopoty finansowe, nie był w stanie opłacić ZUS i zmuszony był zamknąć działalność gospodarczą. Od ośmiu lat procesuje się z telewizją, próbując odzyskać stracone pieniądze i oskarżając ją, że zniszczyła mu życie. Jego sytuacja materialna ciągle jest bardzo zła. Utrzymuje się z zasiłku socjalnego z pomocy społecznej.
Antoni jest przykładem osoby grającej w „drewnianą nogę”. Czego można oczekiwać od kogoś, komu telewizja doprowadziła firmę do bankructwa i zniszczyła życie? Tymczasem w rzeczywistości telewizja tylko nie zapłaciła mu za wykonaną pracę 5 tys. złotych, co z pewnością mogło być przykre i przyczynić się do wielu uciążliwości. Gdyby jednak Antonii podjął jakąkolwiek pracę na etat, nisko płatną, np. dozorowanie parkingu za 800 zł miesięcznie, w ciągu tych ośmiu lat zarobiłby 76 800 zł, a więc wielokrotnie więcej, niż stracił wskutek niezapłaconego kontraktu. Być może zdołałby odłożyć trochę pieniędzy i ponownie uruchomić działalność gospodarczą. Tymczasem Antoni na własne życzenie zmarnował sobie 8 lat życia, zostając klientem pomocy społecznej.

Antoni mógł skoncentrować swoją energię na staraniach, by na nowo odnaleźć swoje miejsce na rynku pracy po zamknięciu firmy i zarazem pilotować w sądzie sprawę z telewizją, przyjmując postawę: „jak się uda odzyskać 5 tys, to świetnie, jak się nie uda – to trudno”. On jednak poświęcił całą swoja energię na procesowanie się, brak środków do życia zaś miał być jeszcze jednym dowodem dla świata, jak bardzo został skrzywdzony. Do końca życia pozostał w roli ofiary telewizji.

Pogódź się z brakiem rekompensaty

W 2007 roku pod Grenoble na stromej trasie pojazd z 50 pielgrzymami na pokładzie spadł w przepaść i stanął w płomieniach. W katastrofie polskiego autokaru roku zginęło 26 osób. Premier zapowiedział, że rodziny poszkodowanych dostaną po 100 tys. złotych odszkodowania.
W przeciętnym tygodniu w Polsce ginie na drogach średnio ok. 50 osób. Ponieważ ofiary wypadków samochodowych giną na ogół w pojedynczo lub w grupach po 2-3 osoby, zaś wypadki tego rodzaju zdarzają się codziennie, nie budzi to już większego zainteresowania mediów. Rodziny ofiar mniej spektakularnych wypadków nie mogą zatem liczyć na żadne odszkodowanie.

Najprawdopodobniej Twoja krzywda także nie jest wystarczająco medialna, by premier lub ktoś inny wypłacił Ci odpowiednią rekompensatę. Będzie Ci łatwiej, jeśli pogodzisz się z tym, że ten świat niestety nie jest sprawiedliwy i że dla Ciebie także najprawdopodobniej nie będzie żadnej rekompensaty.

Anna straciła ojca, gdy była nastolatką, matka zaś ją odrzucała, faworyzując jej siostrę. Jako dorosła kobieta Anna wchodziła w nieudane związki z mężczyznami, w których była źle traktowana. Gdy wreszcie spotkała sympatycznego i ciepłego chłopaka, potraktowała go jako rekompensatę za ciężkie dzieciństwo i nieudane związki. Stała się roszczeniowa – to, co on chciał jej ofiarować, traktowała jako jego „psi obowiązek”. Traktowała go tak, jakby nie był tylko jej chłopakiem, ale także jakby miał zastąpić zmarłego ojca. Oczekiwała od niego bezwarunkowej miłości, nie dając nic w zamian. Miał być po to, by zaspokoić jej sfrustrowane potrzeby miłości i akceptacji, sam jednak nie miał prawa zaspokajać swoich potrzeb. Chłopak był cierpliwy, starał się ją zrozumieć, z czasem jednak poczuł się wypalony i zdecydował się na zerwanie.
Rekompensata jest czymś, co się należy i za co nie trzeba dawać nic w zamian. Chłopak Anny natomiast nie był jej nic winien. Nie pojawił się na świecie po to, by być czyjąś rekompensatą. Miał swoje potrzeby i pragnienia. Chciał jej ofiarować miłość, ale w zamian miał prawo oczekiwać tego samego. Miłość między kobietą a mężczyzną nigdy nie jest bezwarunkowa, jak miłość między rodzicem a dzieckiem. Oczekiwanie Anny, że chłopak zastąpi jej ojca, było zatem nierealistyczne.

Pogódź się z tym miejscem w życiu, w którym jesteś teraz

Rodzice Martyny byli alkoholikami. Zaniedbywali podstawowe obowiązki wobec dzieci. Nie mieli dla dzieci czasu, uwagi, troski, miłości, zaniedbywali wdrażanie do obowiązków i do samodyscypliny. Martyną opiekowała się starsza siostra. Martyna nie musiała chodzić do szkoły, gdy jej się nie chciało. Jako dziecko była zadowolona z pobłażliwości matki, która nie zmuszała jej do nauki i tolerowała wagarowanie. Matka starała się być raczej koleżanką dla córki, niż pełnić rolę rodzica. W rezultacie Martyna nie ukończyła szkoły podstawowej. Wcześnie wyszła za mąż za agresywnego mężczyznę, z którym ma dwoje dzieci. Była ofiarą przemocy w małżeństwie i po kilku latach się rozwiodła. Utrzymywała się ze sprzątania i pomocy społecznej. Dopiero podczas terapii DDA zaczęła mieć pretensje do matki, że ta jej nie próbowała nawet dyscyplinować, by zmusić do nauki, lecz pozwalała córce na wszystko. Obwiniała rodziców o stracone dzieciństwo. Po pewnym czasie jednak przyjęła do wiadomości, w jakim miejscu swojego życia się znajduje i podjęła wysiłki, aby zmienić to, co jest możliwe do zmiany. W wieku 30 lat rozpoczęła naukę w wieczorowym gimnazjum, aby zdobyć podstawowe wykształcenie. Nie miała przy tym jednak neurotycznej potrzeby nadrobienia w krótkim czasie wieloletnich zaniedbań i przegonienia rówieśników, którym się powiodło, lecz realistycznie oceniała swoje możliwości. Ponieważ poważnie podchodziła do nauki, z powodzeniem ukończyła gimnazjum i podjęła naukę w szkole średniej.
Młodzi ludzie wchodzący w dorosłe życie nie mają jednakowego startu. Jedni mają troskliwych rodziców, dbających o edukację dzieci i o jak najlepsze wyposażenie ich w dorosłe życie, inni nie mają zaspokojonych nawet podstawowych potrzeb. Martyna nie może rozpocząć swojego życia od nowa, w normalnej rodzinie. Nie cofnie własnych błędów, takich jak nieudane małżeństwo, poprzez które próbowała uciec z domu. Niektóre jej rówieśniczki pracują obecnie na wysokich stanowiskach w międzynarodowych korporacjach, znają języki obce, dobrze zarabiają, podróżują po świecie i mają udane rodziny. Martyna jest inteligentną kobietą i wie, że osiągnięcie tego wszystkiego było w granicach jej możliwości – ale ona tego nie ma, po części z winy rodziców, po części z powodu własnych błędnych decyzji w początkach swojego dorosłego życia. Dziś jest samotną matką dwójki dzieci, sprzątaczką i klientką opieki społecznej. Być może już nigdy nie dorówna osiągnięciami swoim najzdolniejszym rówieśniczkom, które miały lepszy start w dorosłe życie i za kolejne 20 lat mogą piastować najwyższe stanowiska w biznesie lub w administracji państwowej. Zapewne to nie jest sprawiedliwe. Jednak to, co może zrobić Martyna, to pogodzić się z tym miejscem w życiu, w jakim aktualnie się znajduje i potraktować je jako punkt startu w całą resztę jej dorosłego życia. To, co uznała za realistyczne z tego miejsca, to kontynuowanie edukacji. Podejmując wysiłek pracy nad poprawą swojego położenia, Martyna nie stawia sobie poprzeczki zbyt wysoko, lecz na miarę swoich możliwości. Nie użala się nad sobą, ani nie pozostaje w roli ofiary. Godzi się z tym, czego już nie da się zmienić i próbuje zmienić to, co zmienić jest w stanie.

Czy wybaczenie jest za trudne?

W 1994 roku Afrodyta, 17-letnia córka znanej piosenkarki Eleni została zamordowana przez zaborczego chłopaka, który nie chciał pogodzić się z zerwaniem. Gdy Eleni dowiedziała się, kto zabił jej córkę, zatelefonowała ze współczuciem do matki chłopca, uznając, że jest to tragedia dla obu rodzin. Eleni wybaczyła mordercy swojej córki, który wyraził skruchę i przeprosił za swój czyn.
Wybaczenie może być bardzo trudne. Przykład Eleni pokazuje jednak, że jeśli można wybaczyć zabójstwo jedynego dziecka, to my nie możemy w wiarygodny sposób się usprawiedliwiać, że nie potrafimy wybaczyć drobnych, codziennych przykrości.

Wybaczenie w psychoterapii

Wybaczenie jest końcem procesu pracy nad poczuciem krzywdy w psychoterapii. Osoby skrzywdzone w dzieciństwie niejednokrotnie potrzebują najpierw uświadomić sobie, że stała im się krzywda. Niekiedy bowiem obwiniają siebie, że nie były wystarczająco dobrymi dziećmi, nie dostrzegając, że to je skrzywdzono. Potrzebne jest wówczas przywrócenie właściwego porządku moralnego i nazwanie po imieniu doznanej krzywdy a także odbudowa pozytywnego obrazu siebie. Wyzwalają się stłumione wcześniej, negatywne emocje, takie jak poczucie krzywdy, żal, złość i wściekłość, które warto jest odreagować podczas terapii. Po odreagowaniu negatywnych emocji część osób samoistnie odczuwa ulgę i gotowość do wybaczenia. Inne jednak mogą w nieskończoność przeżywać negatywne emocje. Potrzebują wtedy zachęty do wybaczenia, by zakończyć rozliczenie z przeszłością i iść dalej.

Wybaczanie sobie i innym

Umiejętność wybaczania okazuje się bardzo potrzebna także po to, by wybaczyć sobie samemu własne błędy i własną niedoskonałość. Osoby, które nie wybaczają innym, z reguły nie wybaczają także samym sobie, co prowadzi do potępiania samego siebie i różnych form autoagresji. Niektóre osoby odkrywają, że najtrudniej im wybaczyć zło, które zrobili sobie sami, inni zaś potępiają siebie za krzywdy wyrządzone innym. Nauczywszy się wybaczać innym, łatwiej jest następnie zastosować tę umiejętność wobec siebie samego.

Jak wybaczyć?

Wybaczenie jest kwestią decyzji. Jeśli rozumiemy już, na czym polega wybaczenie, pozostaje już tylko decyzja, by to zrobić, lub przeciwnie, by tego nie robić. Jesteś wolnym człowiekiem. Wiesz już, jak bardzo ciąży Ci Twój plecak i co trzeba zrobić, by go zdjąć. Masz też prawo jednak dalej nosić swój plecak, masz prawo cierpieć, użalać się nad sobą i pozostać ofiarą. Jaka jest Twoja decyzja?

Bogusław Włodawiec – autor jest psychologiem i psychoterapeutą. Zajmuje się psychoterapią nerwic, depresji, zaburzeń odżywiania, uzależnień, współuzależnienia i DDA. Prowadzi praktykę prywatną.

Bibliografia

  • Berne Eric – „W co grają ludzie”. Warszawa 2007. Wydawnictwo PWN.
  • Mellibruda Jerzy – „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”. Warszawa 1995. IPZiT.

artykuł pochodzi ze strony:  http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=363

 

 

299002_223139467822307_754379418_n

 

 

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
13
Wrz
2016

YOU LOOK BEAUTIFUL!

Gdy wstaniecie rano z łóżka, zaraz potem jak umyjecie zęby, bo wiecie z

brudnymi nie każdy czuje się komfortowo, popatrzcie w lustro i powiedzcie sobie

jak bardzo siebie lubicie. I jacy jesteście piękni. Ja robię tak codziennie. Mam w

łazience takie duże lustro i mówię:

ZDZISIU JAK JA CIĘ LUBIĘ!

Magdalena Witkiewicz

 

Fotografia(40)

 

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
10
Wrz
2016

UWAŻNA OBECNOŚĆ

Czy pamiętasz okres, kiedy tylko siedziałeś i patrzyłeś w przestrzeń? Słyszałeś dźwięki, odczuwałeś swoje ciało, oddech, ale nie tworzyłeś wewnętrznej narracji dotyczącej tego, co się dzieje? Czy możesz sobie przypomnieć czas, kiedy po prostu byłeś, a nie robiłeś nic – niekoniecznie medytując czy też relaksując się? Kiedy byłeś nieruchomy, ale nadal pilnie obserwowałeś, nie przejmowałeś się osądami (dobre – złe, w porządku – nie w porządku), ale po prostu pozwalałeś, by wszystko wokół ciebie było tym, czym jest? Czy pamiętasz momenty, w których byłeś w uważnej obecności?

Gdy pierwszy zetknęłam się z tymi pytaniami, moje wspomnienia podążyły do okresu dzieciństwa. Dziecko JEST. Nie ocenia, nie martwi się na zapas, żyje chwilą i dobrze się przy tym bawi. Gdy płacze, to płacze. Gdy się raduje, to się po prostu raduje. Z lekkością przychodzi mu obserwowanie świata i bycie w tu i teraz.

Najprościej mówiąc, uważna obecność jest zwracaniem uwagi na bieg życia bez oceniania i osądzania tego, co się dzieje. Ptaki latają w powietrzu, dzieci bawią się na ślizgawce, szef ma gorszy nastój, przyjaciółka pije zieloną herbatę… – to wszystko rzeczy, na które należy pozwolić, które trzeba zauważyć i nad którymi należy się pochylić, ale których nie należy osądzać i dzielić na złe lub dobre. Osądzanie i ocenianie wszystkiego, co dzieje się wokół nas, jest naturalne. To podstawowy instynkt samozachowawczy, który bardzo często spełnia ważną funkcję. dobrze jest przecież wiedzieć, komu można komuś zaufać, jakiś dzielnic w mieście unikać i kiedy nie pić alkoholu. Istnieją rzeczy, które mogą nas zranić. a my sami robimy sobie przysługę, rozpoznając je i unikając ich. Uważna obecność to nie jest chodzenie po świecie w stanie wiecznego upojenia szczęściem i badania sekretu każdego kwiatka na łączce w celu odkrycia zawartych w nim tajemnic wszechświata.

Uważna obecność to koncentracja na tu i teraz, podejście, które sprawia, że życie jest bogatsze i bardziej pouczające. Jeśli podchodzisz do życia jak do doświadczenia, które może cię wiele nauczyć, z pewnością nadarzy się wiele okazji do dojrzewania i podążania do mądrości życiowej.

ODDECH, TWÓJ PRZYJACIEL                                        

Christophe Andre w swojej książce Medytacja dzień po dniu. 25 lekcji uważnego życia pisze, że oddech to kotwica uważności, która pomaga nam przycumować do chwili obecnej. Czasami jest to kotwica zwana przez marynarzy pływającą – pozwala on statkowi zwolnić i nie przewrócić się w czasie sztormu, kiedy żaden inny manewr nie jest możliwy. Oddech jest zawsze gotowy do pomocy przyjaciel. Uważajmy, by nie wymagać od niego rzeczy niemożliwych: nie ma sensu starać się oddychać po to, żeby nie czuć (stresu, smutku, niepokoju, strachu, gniewu) . Należy oddychać, aby nie dać się pochłonąć. Skupiamy się na oddechu, tak jak prosimy przyjaciela, żeby był przy nas, kiedy stawiamy czoło jakiejś trudności. 

Trzyminutowa przestrzeń na oddech to pierwszy krok świadomej odpowiedzi na wszelkie sytuacje i uczucia, które w danym momencie są dla nas wyzwaniem. Przydaje się zwłaszcza, gdy nasz umysł jest rozbiegany, a uczucia, które próbują się wydostać na powierzchnię nieświadomości, są trudne. Zaczyna paraliżować nas lęk, powoduje nami złość, czujemy się winni, może zawstydzeni. Najczęściej nie umiemy jeszcze tych emocji nazwać, ich zapowiedzią jest bliżej nieokreślony dyskomfort. Żeby uniknąć wyparcia tego, co w nas jest, i żeby nie uciec w kołowrót niepotrzebnych myśli, potrzebujemy się zatrzymać. W takich chwilach poszukajmy stabilności, jasności i wglądu, które oferuje nam uważna obecność. Przestrzeń na oddech zawiera w trzech zwięzłych krokach wszystkie umiejętności rozwijane w nauce na uważności, opracowanej przez Jona Kabata – Zinna (profesora medycyny na Uniwersytecie Massachusetts, światowej sławy autora, naukowca i nauczyciela medytacji). Praktyka ta pozwala szybko i nadspodziewanie skutecznie przestawić się na tryb uważnego bycia, kiedy usiłuje zawładnąć nami krytyczne myślenie i działanie, które ma na celu wyparcie autentycznych uczuć.

Krok 1. Uświadomienie

Siądź albo stań w wyprostowanej, pełnej godności postawie. Zamknij oczy. Następnie, wprowadzając do swego wewnętrznego doświadczenia świadomość, zapytaj siebie: Czego doświadczam w tej chwili?.

  • Jakie myśli przebiegają mi przez umysł? Najlepiej jak potrafisz, dostrzeż obecne w tobie myśli, traktując je jako zdarzenia mentalne – możesz opisywać je słowami.
  • Jakie uczucia są obecne? Zwróć uwagę na odczucia emocjonalnego dyskomfortu czy przykrości, przyjmując do wiadomości ich obecność.
  • Jakie doznania ciała są obecne właśnie teraz? W tym momencie możesz wykonać szybki przegląd ciała, żeby wychwycić wszelkie doznania ściśnięcia lub spięcia.

Krok 2. Skupienie

Przenieś uwagę na doznania fizyczne towarzyszące oddechowi, nie kontrolując go.

  • Skup się na odczuwaniu oddechu w brzuchu… poczuj, jak ściana jamy brzusznej się uwypukla w czasie wydechu… i zapada się w czasie wydechu.
  • Śledź całą drogę oddechu w głąb ciała i na zewnątrz, a świadomość oddechu niech będzie kotwicą, która trzyma cię w chwili obecnej.

Krok 3. Rozszerzenie

  • A teraz rozszerz pole swojej świadomości skupionej na oddechu, tak że oprócz doznań związanych z oddechem zaczniesz uświadamiać sobie poczucie ciała jako całości, jego pozycję oraz wyraz swojej twarzy.
  • Jeśli uświadomisz sobie jakieś doznania dyskomfortu, napięcia czy oporu, uczyń je ośrodkiem uwagi, wdychając do nich każdy wdech i z nich wydychając każdy wydech, coraz bardziej przy tym rozluźniając się i otwierając. Jeśli chcesz, możesz na wydechu mówić sobie w myślach:jest w porządku… cokolwiek jest, już i tak jest – niech więc to poczuję.
  • Najlepiej jak potrafisz, wnoś tę rozszerzoną świadomość w kolejne chwile dnia.

Celem pierwszego kroku przestrzeni na oddech jest pełny powrót do chwili obecnej i wyjście z trybu działania. Przestajemy dążyć do tego, żeby być gdzie indziej niż jesteśmy. Uczymy się powstrzymywać od autokrytycznego osądzania, po prostu obejmujemy świadomością to, co w tej chwili jest – takie, jakie jest. Utrzymywanie tej postawy jest trudne. Żeby nie wpaść w koleiny starych nawyków myślowych, które oderwą nas od przeżycia tego, co w nas się wydarza, robimy krok drugi, czyli skupiamy się na doznaniach bieżącego oddechu. W ten sposób dajemy sobie szansę na to, żeby nasz umysł odnalazł równowagę i trwał tu i teraz. Skupiwszy się w ten sposób, przystępujemy do kroku trzeciego – rozszerzamy pole świadomości na całe ciało. Wchodzimy w pełen przestrzeni tryb bycia i, najlepiej jak potrafimy, pozwalamy, aby owa obszerniejsza przestrzeń bycia trwała w nas, gdy wrócimy do wcześniejszego zajęcia. Te trzy kroki pomagają nam płynnie przechodzić z trybu działania do trybu bycia.

Jak się teraz czujesz? Jak się czujesz w tym momencie, kiedy bierzesz wdech i na chwilę odrywasz się od czytania? W tej krótkiej przerwie, w której nie ma słów i nie ma myśli? Gdybyś miał „poczucie siebie”, co by to teraz znaczyło? Sprawdź.

SPACER W UWAŻNEJ OBECNOŚCI

Nie mogę pisać o uważności, spokoju ducha i przepływie, nie wspominając o moim ulubionym sposobie medytacji, czyli o spacerze w uważnej obecności. To po prostu bardzo wolny spacer, podczas którego zwracasz uwagę na wszystko, co zdarza się wokół ciebie. To bardzo miła rzecz, którą możesz zrobić w okolicy, w której mieszkasz, w swoim ogrodzie albo w jakimś naturalnym środowisku w pobliżu swojej pracy. Zacznij od skoordynowania kroków z oddechem. Stawiaj jeden krok, biorąc wdech, kolejny, robiąc wydech. Idź tak przez chwilę skupiając się na tym, jak każda ze stóp dotyka podłoża, jak rozszerza się twój klatka piersiowa, bez względu na to, jak dziwnie będziesz się czuć, idąc tak wolno. Stopniowo przenoś uwagę na to, co cię otacza. Ze zdumieniem odkryjesz, ile szczegółów uciekało ci do tej pory.

PYTANIE DO SERCA

Uważność na siebie jest formą miłości do siebie – nie tej narcystycznej, której nigdy nie da się nasycić, ale miłości, która jest zgodą na to, kim jesteśmy; na siebie ze wszystkimi naszymi ograniczeniami. Trudno być dobrym dla siebie, jeśli jest się na siebie nieuważnym. Trudno być blisko siebie samego, jeśli się siebie nie widzi. Każda chwila jest dobra, aby zacząć: dotknąć siebie samego. Każda chwila jest dobra, żeby zadać sobie pytanie o to, jak się czujesz, zatrzymać się, choćby na pięć minut, żeby spytać swojego serca, jak ci jest. Proces, który pogłębia uważność na siebie, jest dochodzeniem do swojego centrum, do środka siebie. Uważność na siebie oznacza, że umiemy zapuścić w siebie sondę i rozpoznać, czego tak naprawdę potrzebujemy i to właśnie sobie dawać.

Podsumowując: uważna obecność jest drogą do zmiany naszego życia i zyskania bardziej otwartego spojrzenia na świat. Nie może być jedynie mentalnym fitnessem, który łagodzi stres i zwiększa wydajność w pracy i życiu osobistym. Uważna obecność ma otwierać nasze umysły i serca na bezpośrednie doświadczenia i prowadzić do prawdziwych i trwałych zmian w życiu.

Autor tekstu:  MAGDALENA WOLFART – SAMSELSKA

Źródło: https://esencjezycia.wordpress.com/2016/01/19/uwazna-obecnosc/

                                                                              21 tekst

19

18 

20

 

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...