27
Sty
2014

Przeżyć zdradę…

„Czasami najbliżsi ludzie zdradzają, a własny dom przestaje być miejscem, gdzie możemy być szczęśliwi.”

Kristin Cast

Zdra­da – choć cza­sem ma być tylko nic nie­zna­czą­cym epi­zo­dem, przy­go­dą bez zo­bo­wią­zań – ma ogrom­ną siłę ra­że­nia. Nisz­czy za­ufa­nie, po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa i bli­skość w związ­ku. Wy­sta­wia na próbę uczu­cia i ludz­ką wy­trzy­ma­łość. Boli. Ale nie musi ozna­czać końca związ­ku. Może go nawet wzmoc­nić.

Do­wie­dzia­łaś się, że twój mąż/żona ma ro­mans. Po­czu­łaś/eś się tak, jak­byś do­sta­ł/a cios w serce – szok, roz­pacz i ból. Nie po­tra­fisz my­śleć o ni­czym innym. Nie je­steś w sta­nie jeść, pra­co­wać, spać. Czu­jesz się okrop­nie oszu­ka­na. Py­ta­nia: „Dla­cze­go”?, „Jak on/a mógł”? roz­sa­dza­ją ci głowę. Za­wa­lił ci się cały świat.

Choć pew­nie nie wie­rzysz, by kto­kol­wiek tak mocno cier­piał, to kry­zys, jaki po­ja­wił się w twoim związ­ku, do­ty­ka wiele par. We­dług badań Zbi­gnie­wa Iz­deb­skie­go i An­to­ni­ny Ostrow­skiej za­miesz­czo­nych w książ­ce „Seks po pol­sku”, w na­szym kraju ok. 33 proc. mężów i 16 proc. żon przy­zna­je się do po­za­mał­żeń­skich przy­gód. Psy­cho­lo­dzy zaj­mu­ją­cy się te­ra­pią mał­żeństw twier­dzą jed­nak, że w rze­czy­wi­sto­ści licz­by te są więk­sze, że zdra­da staje się zja­wi­skiem po­wszech­nym – spo­ra­dycz­ne są ra­czej przy­pad­ki wier­no­ści. W na­szych no­wo­cze­snych, li­be­ral­nych cza­sach trud­no do­cho­wać przy­się­gi mał­żeń­skiej, bo coraz wię­cej mamy pokus i oka­zji do sko­ków w bok. Spę­dza­my w pracy nie­mal cały dzień, nic więc dziw­ne­go, że kwit­ną tu biu­ro­we ro­man­se. Nie­ba­ga­tel­ną rolę od­gry­wa też In­ter­net – nie­je­den roz­cza­ro­wa­ny mąż czy żona szuka na stro­nach www leku na sa­mot­ność.

No cóż, utrzy­ma­nie sta­łe­go związ­ku wy­ma­ga pracy i od­da­nia. Nie jest to łatwe. A zdra­da – choć cza­sem ma być tylko nic nie­zna­czą­cym epi­zo­dem, przy­go­dą bez zo­bo­wią­zań – ma ogrom­ną siłę ra­że­nia. Nisz­czy za­ufa­nie, po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa i bli­skość w związ­ku.

 Sza­le­ją emo­cje, krwa­wi serce

Jak zmie­rzyć się z tym do­świad­cze­niem? Co zro­bić, by nie zwa­rio­wać? Jak potem żyć? W jaki spo­sób po­ra­dzić sobie z ra­na­mi, które po­zo­sta­ją po zdra­dzie?

Nie ma jed­no­znacz­nej od­po­wie­dzi, bo zdra­da zdra­dzie nie­rów­na. I każdy przy­pa­dek jest inny. Psy­cho­lo­dzy mówią jed­nak zgod­nie – na po­cząt­ku trze­ba dać sobie czas na prze­ży­cie smut­ku. Nie warto wal­czyć ze swymi uczu­cia­mi. Zdra­da boli, więc to na­tu­ral­ne, że od­czu­wasz agre­sję i nie­na­wiść. Nie tłum w sobie tych emo­cji. Nie oszu­kuj się, że nic się nie stało, nie wy­pie­raj bólu, bo fun­du­jesz sobie ogrom­ny stres. Krzycz, wal pię­ścia­mi w po­dusz­kę, płacz ile wle­zie. Wy­ła­duj całą swą złość, wście­kłość i żal.

Liczy się każda pomoc i wspar­cie

Ważne jest, by nie zo­sta­wać sa­me­mu ze swym bólem. Do­brze jest po­roz­ma­wiać o tym, co się wy­da­rzy­ło, z kimś za­ufa­nym, komu można przy­znać się do po­raż­ki, po­ka­zać swą roz­pacz. Gdy się wy­ga­dasz, wy­pła­czesz, zrzu­cisz z sie­bie część cię­ża­ru, po­czu­jesz ulgę. Świet­nie zro­zu­mie cię osoba, która też zo­sta­ła zdra­dzo­na, poza tym jej wska­zów­ki mogą ci się bar­dzo przy­dać. Wiele osób z po­dob­ny­mi prze­ży­cia­mi znaj­dziesz w In­ter­ne­cie, na fo­rach roz­cza­ro­wa­nych czy zdra­dzo­nych.

Sku­tecz­nym spo­so­bem au­to­te­ra­pii jest za­pi­sa­nie swo­ich prze­żyć w for­mie listu. To po­zwa­la prze­rzu­cić na pa­pier uczu­cia, z któ­ry­mi nie po­tra­fi­my dać sobie rady. Cza­sem do­brze zo­sta­wić wszyst­ko i zro­bić sobie wa­ka­cje. Wy­jazd po­ma­ga na­brać sił i dy­stan­su do tego, co się stało. I choć o zdra­dzie trud­no prze­stać my­śleć, warto spró­bo­wać nie kon­cen­tro­wać się wy­łącz­nie na swoim cier­pie­niu. Otwórz się na kło­po­ty in­nych, wy­słu­chaj ich – prze­ko­nasz się, że zda­rza­ją się więk­sze tra­ge­die. Wielu oso­bom po­ma­ga praca. Obo­wiąz­ki za­wo­do­we wy­ma­ga­ją wzię­cia się w garść, czę­sto też wzmac­nia­ją nad­szarp­nię­te po­czu­cie wła­snej war­to­ści. Hil­la­ry Clin­ton wspo­mi­na, że ura­to­wa­ło ją wła­śnie to, że mu­sia­ła rano wstać, ubrać się i wyjść do pracy.

Co dalej ze związ­kiem?

Można po­grą­żyć się w smut­ku, bez końca roz­pa­mię­ty­wać swój żal. Można zdra­dzić w od­we­cie, unieść się ho­no­rem i na­tych­miast spa­ko­wać mę­żo­wi wa­liz­ki czy samej odejść. Ale można też spró­bo­wać od­bu­do­wać to, co zo­sta­ło znisz­czo­ne, czy ra­to­wać to, co oca­la­ło. Bo wciąż jest wiele spraw, które was łączą: dzie­ci, prze­szłość, może też uczu­cia. – Nawet naj­głęb­szy kry­zys da się za­że­gnać, jeśli oby­dwu stro­nom na tym za­le­ży, a prze­zwy­cię­żo­ny stwa­rza szan­sę na lep­szy zwią­zek – mówi Anna Do­dziuk, znana psy­cho­te­ra­peut­ka. Jak to moż­li­we? Zdra­da to dowód sła­bo­ści związ­ku, sy­gnał, że coś w nim było nie tak. Wina za­zwy­czaj leży gdzieś po­środ­ku. Być może part­ner nie czuł się po­trzeb­ny, do­war­to­ścio­wa­ny i dla­te­go nie po­tra­fił oprzeć się po­ku­sie? Warto za­sta­no­wić się, jak wy­glą­da­ło wasze życie. Jeśli za­cznie­cie o tym roz­ma­wiać, jeśli zdra­dę po­trak­tu­je­cie jako bo­le­sną lek­cję, która po­ka­za­ła, co warto zmie­nić we wza­jem­nych re­la­cjach, nad czym trze­ba po­pra­co­wać, mo­że­cie nie tylko wyjść z kry­zy­su, ale i oca­lić swoją mi­łość. Bar­dzo do­brze robi wspól­na wi­zy­ta u psychoterapeuty – z po­mo­cą spe­cja­li­sty ła­twiej bo­wiem do­trzeć do pro­ble­mów i je roz­wią­zać.

Wy­star­czą roz­wa­ga, spo­kój, cier­pli­wość

Wy­ro­zu­mia­łość to zwy­kle naj­sku­tecz­niej­sza me­to­da ra­to­wa­nia związ­ku. Ale oso­bie, która zo­sta­ła zdra­dzo­na, nie jest łatwo przy­jąć taką po­sta­wę, bo ma po­czu­cie głę­bo­kiej krzyw­dy i nie­spra­wie­dli­wo­ści. Rze­czą na­tu­ral­ną wy­da­je się osą­dze­nie i uka­ra­nie win­ne­go. Tym­cza­sem taka droga pro­wa­dzi do­ni­kąd. Jeśli ocze­ku­jesz spra­wie­dli­wo­ści i za­pła­ty za krzyw­dy, nie licz na uzdro­wie­nie związ­ku. Choć­by part­ner na każ­dym kroku udo­wad­niał swą mi­łość, cią­gle bę­dzie ci się wy­da­wać, że ra­chun­ki nie zo­sta­ły wy­rów­na­ne. Bę­dziesz wciąż wy­po­mi­nać mu zdra­dę, wpę­dzać w po­czu­cie winy. To bę­dzie zwią­zek opraw­cy i ofia­ry, a w takim nie ma miej­sca na bli­skość i za­ufa­nie. Nie­uf­ność, lęk przed ko­lej­ną zdra­dą od­bio­rą ci spo­kój. Wspól­ne życie sta­nie się pie­kłem. Dla­te­go, jeśli za­le­ży ci na part­ne­rze, jeśli czu­jesz, że wciąż łączy was więź, daj wam szan­sę. Spró­buj za­ufać i na­sta­wić się na to, że bę­dzie­cie zbli­żać się do sie­bie i po­ko­ny­wać mał­żeń­ski kry­zys.

Wa­run­kiem do roz­po­czę­cia wspól­ne­go życia na nowo jest za­mknię­cie drzwi za prze­szło­ścią. Klu­czem do tych drzwi jest wy­ba­cze­nie, czyli za­ak­cep­to­wa­nie sy­tu­acji ta­kiej, jaka jest. Jest to ko­niecz­ne nie po to, żeby po­ka­zać, jakim się jest wspa­nia­ło­myśl­nym, tylko by sobie pomóc. – Utrzy­my­wa­nie zadry w sercu po­wo­du­je, że nasza dusza gnije od środ­ka – twier­dzi Ire­ne­usz Rud­nic­ki, dy­rek­tor i tre­ner In­sty­tu­tu Ra­dy­kal­ne­go Wy­ba­cza­nia. A wy­ba­cza­jąc, uwal­nia­my się od cię­ża­ru bo­le­snych emo­cji, roz­sta­je­my się z prze­szło­ścią i nie­ja­ko zy­sku­je­my wol­ność. Od­czu­wa­my ulgę, ra­dość, mo­że­my zająć się chwi­lą bie­żą­cą. To tak na­praw­dę je­dy­na szan­sa, aby wyjść z kra­iny ofiar i uzdro­wić nie tylko zwią­zek, ale i sie­bie. Po­rzu­ca­jąc bo­wiem per­spek­ty­wę osoby skrzyw­dzo­nej, uwal­nia­my się od prze­ko­nań, które osa­cza­ją zdra­dzo­nych: „Je­stem nikim”, „Nie za­słu­gu­ję na mi­łość”. A to wła­śnie one nie po­zwa­la­ją za­ufać ani być szczę­śli­wym.

Wy­ba­cza­nie nie jest aktem jed­no­ra­zo­wym, to długi pro­ces. Nie wy­star­czy po­wie­dzieć: „Wy­ba­czam ci”. Ale zda­niem tre­ne­ra Rud­nic­kie­go naj­waż­niej­sza jest in­ten­cja, po­sta­no­wie­nie, chęć. Jeśli wy­bie­ra się drogę prze­ba­cze­nia, to znaj­dzie się w sobie siłę, aby tego do­ko­nać. Uwal­nia się bo­wiem wtedy w nas ogrom ener­gii i do­brej woli.

 Można za­cząć wszyst­ko od nowa

Za­po­mnieć cał­kiem o zdra­dzie to pra­wie nie­moż­li­we. Ale czas na­praw­dę leczy. Złe wspo­mnie­nia bled­ną, rany się za­bliź­nia­ją. Zofia Mil­ska -Wrzo­siń­ska w swej książ­ce „Bez­rad­nik” (po­le­cam ją i zdra­dza­nym, i zdra­dza­ją­cym) pisze, że nisz­czą­cy wpływ na zwią­zek ma na ogół nie sama zdra­da, ale spo­sób, w jaki part­ne­rzy od­nie­śli się do tego faktu i jakie mu nada­li zna­cze­nie emo­cjo­nal­ne. I to jest chyba naj­istot­niej­sze. Zdra­da może być prze­ło­mem, który ce­men­tu­je więź mię­dzy part­ne­ra­mi. Te­ra­pią szo­ko­wą, która ma uzdra­wia­ją­cą moc. Po tym kry­zy­sie mał­żeń­stwo czę­sto wkra­cza w doj­rzal­szą fazę, bo part­ne­rzy uświa­da­mia­ją sobie, że chcą być ze sobą mimo wszyst­ko.

Tekst: Marta Maj

bab1026137556c850f9dc638f314b4ed

fot. Olbiński

 

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
19
Sty
2014

otwarte od rana do rana..

„Dlaczego pijesz? .. .

Nie wiem- odparłem. Nie wiem, a raczej znam tysiąc odpowiedzi. Żadna z nich nie jest do końca prawdziwa i w każdej jest łut prawdy. Ale też nie da się do końca powiedzieć, że w sumie tworzą one jakąś jedną wielką, całą prawdę.

Piję, bo piję. Piję, bo lubię, piję, bo się boję, piję, bo jestem obciążony genetycznie. Wszyscy moi przodkowie pili. Pili moi pradziadowie i dziadowie, pił mój ojciec i piła moja matka (….) Piję, bo mam słaby charakter. Piję, bo coś mi się przestawiło w głowie. Piję, bo jestem zbyt spokojny i chcę się ożywić. Piję, bo jestem nerwowy i chcę uspokoi nerwy. Piję, bo jestem smutny i chcę rozweseli c duszę. Piję, kiedy jestem szczęśliwie zakochany. Piję, bo daremnie szukam miłości. Piję, bo jestem zbyt normalny i potrzebuję odrobiny szaleństwa. Piję, gdy coś mnie boli i chcę ukoić ból. Piję z tęsknoty za kimś i z nadmiaru spełnienia, kiedy ktoś przy mnie jest. Piję, kiedy słucham Mozarta i kiedy czytam Leibniza. Piję z powodu cielesnego uniesienia i piję z powodu seksualnego głodu. Piję, kiedy wypijam pierwszy kieliszek, i piję, kiedy wypijam ostatni kieliszek, wtedy piję tym bardziej, ponieważ OSTATNIEGO KIELISZKA NIE WYPIŁEM NIGDY.”

Jerzy Pilch Pod mocnym aniołem

 

pod mocnym

 

 

 

 

 

 

 

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
01
Sty
2014

NOWY ROK – NOWE ŻYCIE?

„- Czy mógłbyś mi uprzejmie powiedzieć, którędy mam pójść?
– To zależy w znacznej mierze od tego, gdzie chciałabyś dojść
– Właściwie wszystko mi jedno… – rzekła Alicja
– Więc wszystko jedno, którędy pójdziesz – zawyrokowało Kocisko.
– … byleby gdzieś dojść – dokończyła Alicja
– Co do tego, nie ma obawy – wystarczy iść odpowiednio długo.”

Lewis Carroll (Alicja w Krainie Czarów)

„Każda droga podzielona jest na etapy, a na każdy etap składa się wiele wydarzeń.

Każdy zrobiony krok wnosi coś niewymiernego w nasze życie i je wzbogaca.

Każdy człowiek jest ważny i każdy może zmienić bieg swojego życia i zacząć nowy etap. a bagaż wcześniejszych doświadczeń nawet pełen niepowodzeń i pomyłek może być cennym.”

 

ALICJA~1

 

 

 

 

 

 

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...