06
Paź
2013

CHUDOŚĆ = SZCZĘŚCIE (??)

„jestem i zaczynam walczyć

Opublikowano 20 stycznia 2013 Autor: a…

Dzisiejszy obiad pójdzie do kosza! Nie mogę jeść, nie mogę jeść, nie mogę jeść, nie mogę jeść, nie mogę jeść, nie mogę jeść! Muszę być chuda by być szczęśliwa. Muszę być chuda dla siebie i dla niego” http://bycchudazana.blog.onet.pl/

Jestem Milena, a nie anorektyczka
Czasem śnimy koszmary bardziej przerażające niż kinowe horrory. Zorientować się w środku prelekcji, że przyszliśmy na nią nago, zostać przyłapanym przez dużą publikę na wyuzdanym seksie – po takim śnie trudno dojść do siebie. Trzydziestoośmioletnia Milena mówi, że jej taki koszmar przydarzył się na jawie. Jednocześnie to wyjątkowo wstydliwe przeżycie stało się przełomem. Gdyby nie incydent z 13 marca 2007 roku, kto wie, co by się z nią stało…
Milena nigdy nie powiedziała o sobie, że jest anorektyczką. Nie przyklejać sobie etykietki choroby – tego nauczyli ją znajomi na forum dla ludzi borykających się z zaburzeniami odżywiania, a jej psychiatra poparł takie podejście do sprawy.
– Gdy myślisz o sobie jako anorektyczce bądź bulimiczce, nadmiernie wyolbrzymiasz problem – tłumaczy. – A przecież jesteś jeszcze na przykład matką, żoną, manikiurzystką, Polką, miłośniczką przyrody, czytelniczką ulubionej gazety. Etykietka sprawia, że zaczynasz odpowiedzialność za wszystko zrzucać na jeden problem, nadmiernie generalizujesz. W dodatku słowa „anorektyczka”, „bulimiczka” dla pacjenta nic nie znaczą. To tyle, co powiedzieć: „mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić”. Bo zupełnie nieważne, czy ważymy 40 kg, czy 48 kg. W zaburzeniach odżywiania to nie nadwaga jest problemem kobiety.

Za potrzebą schudnięcia zawsze kryje się prawdziwy potwór, problem tak trudny, że lepiej schować go za swoją chudością.


Jako nastolatka Milena nie miała kłopotów z akceptacją swojego wyglądu. Czasem się odchudzała, żeby lepiej wyglądać na plaży. Jak każda dziewczyna. Nie uważała się za piękną, ale też nie wpadała w rozpacz, widząc fałdkę tłuszczu na brzuchu. Twierdzi, że jeszcze dziesięć lat temu śmiała się z kobiet, które uważały, że rozmiar 38 jest dla grubasów. Ona nosiła 42 i uważała, że duże jest piękne. Jej zdaniem wszystko zaczęło się stopniowo zmieniać, gdy stanowisko w firmie, na które pracowała 3 lata, podarowano mało kompetentnej, ale atrakcyjnej koleżance. Dla Mileny to był cios. Zawsze była bardzo ambitna i samodzielna. Studiowała dwa kierunki, ukończyła wiele specjalistycznych kursów, mówi płynnie trzema językami. A szefową działu została kobieta z długimi nogami i piękną fryzurą, która przed każdym zebraniem biegała do Mileny po radę.
Milena przeszła na dietę. Do odchudzania podeszła poważnie i odpowiedzialnie, tak jak do każdego zadania. Schudła 5 kg w dwa miesiące, zgodnie z planem. Nie poprzestała na tym, chciała więcej i więcej. Nawet gdy zeszła do rozmiaru 36, nie była z siebie zadowolona. Kiedy 13 marca córka złapała ją na ukrywaniu jedzenia w plastikowej torebce w garderobie, była, jak to określa, workiem na kości.

Nie je, nie pije, a chodzi i (prawie) żyje

Anoreksja to schorzenie niosące ze sobą zmiany fizyczne i psychiczne mogące doprowadzić do śmierci. Pierwsze objawy to zaburzony obraz własnego ciała i silny lęk przed przybraniem na wadze. Z czasem pojawia się osłabienie, zakłócenia hormonalne, dolegliwości układu krążenia, zmiany w układzie kostnym, nerwowym i pokarmowym. Problemy z odżywianiem najczęściej dotykają perfekcjonistów, którzy mają skłonność do przeceniania roli oczekiwań społecznych względem siebie oraz dużą potrzebę osiągnięć. Cechuje ich ambicja i chęć rywalizacji. Wielu ma za sobą skomplikowaną historię rodzinną i długą walkę o uzyskanie autonomii. Panowanie nad własnym ciałem daje im poczucie samokontroli i wyższości nad tymi, którzy tego samego nie potrafią. Przewaga, choć iluzoryczna, bywa remedium na problemy interpersonalne.

Osoby z zaburzeniami odżywiania nie należy traktować ulgowo. Trzeba wymagać i dawać tyle samo, co zwykle.

98ae27aa57bd672e6b9150fc70d9cf72


Czy jesteś szczęśliwa?

Każdego dnia, poza weekendami, Milena poświęca dwie godziny na rozmowy z cierpiącymi na zaburzenia odżywiania oraz członkami ich rodzin za pośrednictwem internetu. „Co mam odpowiedzieć córce, która pyta, czy jest bardzo gruba, chociaż waży 47 kg przy 170 cm wzrostu?” – tego typu pytania pojawiają się w rozmowach najczęściej. Milena tłumaczy, żeby nie dawać się wciągać w rozmowy o wadze, bo to temat zastępczy, maskujący problem – złe relacje w rodzinie, szkolny stres, poczucie niższości i kompleksy. Poza tym na pytania o wagę zadawane przez osobę z zaburzeniami odżywiania nie ma dobrej odpowiedzi.
– Kiedy zmagałam się z anoreksją, nie docierały do mnie racjonalne argumenty – wspomina. – Kilka osób dziennie mogło mi powiedzieć, że niepokoi ich moja chudość, a ja tłumaczyłam sobie na przykład, że mi zazdroszczą i chcą zatrzymać na drodze do osiągnięcia celu. Kiedy dziś patrzę na zdjęcia sprzed dwóch lat, to ogarnia mnie zgroza, ale wtedy naprawdę nie widziałam, że ubrania na mnie wiszą, kości policzkowe wystają, żebra prześwitują przez skórę. Nawet gdy zaczęły mi wypadać włosy, a miesiączka spóźniała się o dwa tygodnie, uważałam, że wszystko mam pod kontrolą.
Zdaniem Mileny, najlepsze pytania, jakie można zadać osobie z zaburzeniami odżywiania, to: „Czy jesteś szczęśliwa?”, „Jak się czujesz?”, „Czego brakuje w twoim życiu i jak chciałabyś je zmienić?”. Pomogą one dotrzeć do sedna problemu i nawiązać z chorym kontakt. Poza tym według Mileny osobę z zaburzeniami odżywiania należy traktować bez taryfy ulgowej. Wymagać tyle samo i tyle samo dawać. Oby tylko nie dyskutować o dietach, nie porównywać rozmiarów, nie pomagać chorej nakręcać spirali szaleństwa.
Kiedy mąż i córka zorientowali się, że życie Mileny zaczęło się kręcić wokół odchudzania, poprosili, żeby przestała. Wydawało się im, że we trójkę podeszli do sprawy wyjątkowo dojrzale. Ona przyznała, że ma z odchudzaniem problem, i obiecała popracować nad sobą. Mąż okazał zrozumienie. Dziecko zostało dopuszczone do rozmowy, bo zasługiwało na to jako członek rodziny. I wszystko byłoby dobrze, gdyby choć jedno z nich miało pojęcie, czym naprawdę jest anoreksja. Gdyby wiedzieli, że potrafi rozbić rodzinę równie skutecznie jak alkoholizm. Alkoholik musi się napić i by to zrobić, gotów jest okłamać własną matkę. Anorektyczka nie może zjeść pełnowartościowego posiłku i żeby go uniknąć, gotowa jest okłamać własną córkę.

Terapia rodzinna?
W psychoterapii anoreksji często bierze czynny udział rodzina chorego, w przypadku nastolatków są to rodzice. Kiedy na zaburzenia odżywiania cierpi kobieta dojrzała, w terapii może, ale nie musi uczestniczyć partner. Obecność rodziny nie jest warunkiem koniecznym, jednak jest wskazana. Zalecenie to nie dotyczy małoletnich i nastoletnich dzieci, które powinny być objęte opieką psychologiczną, mającą na celu nie tyle uczestnictwo w procesie zdrowienia rodzica, co ochronę jego własnej psychiki.

Dla siebie i dla siebie
Po tym, jak Milena była zmuszona przyznać rodzinie, że straciła kontrolę nad odchudzaniem, mąż i córka w miarę możliwości pilnowali, by zjadała regularne posiłki. Mileną targało poczucie winy, że dziecko pyta ją przed wyjściem do pracy, czy zjadła śniadanie. Tym silniejsze, że by córki nie zmartwić, musiała skłamać. Organizowała dzień tak, by „jeść” w samotności. Gdy się nie udawało, potrafiła podczas posiłku schować kanapkę do kieszeni, a kotleta w majtkach. Wystarczyło, żeby ktoś wstał od stołu na chwilę, by zachomikowała część posiłku pod ubraniem. Nie mogła przytyć. Nie mogła też wytłumaczyć najbliższym, dlaczego. Podobnie sobie. Nie chodziło już przecież o stanowisko w pracy. Chudość stała się sposobem na jeszcze doskonalszą wersję Mileny. Tak jej się zdawało.
Córka przyłapała ją, jak chowała do szafy pierś z kurczaka i ziemniaki owinięte w torebkę. To była jedna ze skrytek Mileny, z których pozbywała się jedzenia rankiem. Dziecko spojrzało na nią wymownie i wyszło z pokoju. Milena poczuła taką pogardę do siebie, że rzuciła się z płaczem na podłogę. Nie mogła się uspokoić.
Córka zadzwoniła po ojca, ten w końcu wezwał karetkę. Chcieli jej tylko dać coś na uspokojenie, ale mąż uparł się, by zabrać ją do szpitala i zrobić wszystkie badania. Zdiagnozowano anemię oraz depresję i skierowano ją do psychiatry. Mąż nalegał, by jak najszybciej udała się na wizytę. Przekonywał, że powinna to zrobić przynajmniej dla dziecka i dla niego, jeśli nie dla siebie. Poszła. Usłyszała, że sama musi chcieć. Trzeba zdrowieć dla siebie, dla siebie i jeszcze raz dla siebie. Dopiero później można zacząć robić coś dla innych.
Dziś Milena doszła już do tego etapu – pomaga kobietom, które przeżywają podobne dramaty jak ona. Czuje dług wdzięczności wobec rodziny i zmywa grzech poczucia winy za zaangażowanie dziecka w swoje szaleństwo. Spod oka obserwuje, czy córka zjada posiłki. I często pyta: „Jesteś szczęśliwa?”.

Tekst: Sylwia Skorstad

let_go_by_your_dreams_wp_by1

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...