29
Cze
2013

NIE POTRAFISZ PRZESTAĆ JEŚĆ…?

Gdy system przekonań osoby uzależnionej od jedzenia zostanie przekształcony, wtedy ujawnią się jej prawdziwe uczucia. Jeżeli będziesz powstrzymywać się od płaczu, nie zezłościsz się ani nie pomartwisz, nie będziesz ubolewać i nie otworzysz się na zranienia, czyli nie zmniejszysz wrażliwości, będziesz wciąż nosić ze sobą bagaż bolesnych emocji, w tym też całą złość, gniew i irytację z przeszłości.

Ludzie z uzależnieniem prawdopodobnie nigdy nie mieli szansy naprawdę wyrazić siebie w okresie dorastania, zatem całkiem możliwe jest to, że nadal noszą w sobie wściekłość. Określa się to „zamrożoną wściekłością”, ponieważ nigdy nie została wyrażona. Wielu ludzi próbuje pozbyć się tej zamrożonej wściekłości, uciekając się do różnych metod, a jedną z nich jest rozwój uzależnienia od jedzenia.

Każdy ma prawo być tak przygnębiona/y, wściekły albo odczuwać tak silny lęk, jak tylko chce. Jeżeli jednak nie chce się tak czuć, a bardzo niewielu ludzi czerpie przyjemność ze zdenerwowania, trzeba przyjąć do wiadomości własne uczucia, bowiem jest to warunek wstępny do wyzdrowienia i zmiany swojego systemu przekonań.

Wewnętrzny świat ludzi nękanych silnym lękiem i/lub napięciem nerwowym albo będących w depresji pełen jest irracjonalnego strachu i obaw (myśli), negatywnych przekonań i emocji hamowanych i spychanych od wielu lat. Ludzie próbują sobie dać radę ze stresem na wiele sposobów. Popadanie w takie uzależnienie jak objadanie się jest jedną z metod radzenia sobie z wewnętrznym stresem, który generowany jest przez usiłowania mające na celu powstrzymanie i tłumienie emocji.

Rzeczy rzadko bywają tak złe, straszne i grożące katastrofą, jak ludzie sobie wyobrażają.

„Nie potrafisz przestać jeść?” – Wendy Perkins, Sandra Cabot

uczucia-43322029-001

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
21
Cze
2013

YOU ARE BEAUTIFUL…

Emocjonalne odcięcie się od schudnięcia

Czy kiedykolwiek martwiła/eś się o coś tak bardzo, że paraliżowało cię to w takiej mierze, że nic nie mogłaś/eś z tym zrobić?

Czy kiedykolwiek byłaś/eś ogarnięta/y obsesją nadwagi do tego stopnia, że nic nie skutkowało?

Innymi słowy schudnięcie następuje, gdy patrzy się na większy obraz – z dalszej perspektywy – po przepracowaniu problemów wynikających ze współuzależnienia (lub mających inne źródło). POSIADANIE NADWAGI JEST TYLKO OBJAWEM LEŻĄCEGO GŁĘBIEJ PROBLEMU. Większy obraz ukazuje, że tkwisz w tym od długiego czasu. Trzeba mieć w pamięci ten większy obraz, by osiągnąć swój cel – długotrwały spadek masy ciała.

„Nie potrafisz przestać jeść?” – Wendy Perkins, Sandra Cabot

 

Uzależnienie od jedzenia jest CHOROBĄ!

„Uzależnienie od jedzenia zdaje się być szczególnie krepującym, zawstydzającym. Ciężko przyznać się (nawet przed samym sobą), że jedzenie, zwykły batonik, kawałek pizzy tyle dla nas znaczy i w wręcz magiczny sposób może wpływać na nasze zachowanie. Większość z nas na pewno ma poczucie, że osoby uzależnione od alkoholu czy narkotyków w swojej chorobie zdają się być bardziej „normalne”. Uzależnienie od jedzenia, komuś z zewnątrz w końcu może wydać się co najmniej dziwne.

Może nas przytłaczać wrażenie, że problem z alkoholem, narkotykami jest bardziej akceptowany. W końcu to substancje, które mają możliwość zmiany świadomości, dają chwilowy „odlot”. Od tego faktycznie można się uzależnić, ale jak możliwe jest uzależnienie od zwykłego jedzenia? Co więcej, wśród sławnych i cenionych artystów, polityków znajdziemy wielu alkoholików i narkomanów. Osoby popularne, które otwarcie przyznały, że mają problem z jedzeniem możemy policzyć na palcach jednej ręki.

Pierwszym krokiem do wyleczenia jest zaprzestanie myślenia o sobie w kategorii „zły”.

Musimy porzucić myślenie, że jedzenie posiada moc, która sprawia, że jesteśmy dobrzy lub źli.

W Polsce jeszcze ciągle spotykamy się z opinią, że ludzie otyli są „gorsi”, „słabsi”, mniej doskonali. Nie traktuje się ich jako chorych, którzy mimo szczerych chęci zwyczajnie nie są w stanie uporać się ze swoim demonem. Należy zerwać z myśleniem o wadze jako kryterium wartościującym ludzi!!! To, że ktoś jest otyły nie znaczy, że jest gorszy. To, że ktoś jest wychudzony, bo cierpi na anoreksję nie znaczy, że jest gorszy!

Problem nie leży w samej ilości kilogramów tylko w naszym stosunku do jedzenia.

 Musimy porzucić liczenie kilogramów. Musimy skupić się na przede wszystkim na naszym stosunku do jedzenia.

To jego zmiana ma być dla nas priorytetem a nie zrzucanie kilogramów (które będzie miało miejsce „przy okazji”).”

źródło tekstu:  www.jedzenie-kompulsywne.pl

CIEKAWOSTKA – Jak wyglądałaby Barbie jako prawdziwa kobieta?http://www.crazynauka.pl/barbie-jako-prawdziwa-kobieta/

jesteś piękna

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
14
Cze
2013

DZIECI I RYBY MAJĄ GŁOS… MOŻESZ OBUDZIĆ SWOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO.

 

„Jako dzieci nie znamy definicji miłości jako pojęcia abstrakcyjnego. Po prostu kochamy, bo tacy jesteśmy.”

Ruiz Don Miguel – Ścieżka Miłości. Sztuka budowania związków

Jak na nowo odnaleźć w sobie dziecięcą wesołość, spontaniczność, pomysłowość? W każdym z nas jest „wewnętrzne dziecko”. Ale nie należy tego rozumieć dosłownie. To nie jest dziewczynka z warkoczykami. Ono jest tym wszystkim w nas, co wiąże się z naturalnym wyrażaniem swoich uczuć i potrzeb.

„Wewnętrzne dziecko” to ta część nas, która doświadcza emocji, jest spontaniczna, kreatywna, stanowi o naszej niepowtarzalności i indywidualności, którą przynosimy ze sobą na świat. To także cząstka nosząca w sobie zapis różnego rodzaju urazów emocjonalnych – ich źródłem jest wychowanie.

Termin „wewnętrzne dziecko” nie jest nowy w psychologii, pojawił się w latach 70-tych i 80-tych w USA. To wtedy po raz pierwszy podjęto w społeczeństwie amerykańskim publiczną dyskusję na takie tematy, jak znęcanie się nad dziećmi, kazirodztwo, przemoc w rodzinie. Do tamtej pory zaprzeczanie i rodzinne sekrety były normą – zarówno w rodzinach, jak i w społeczeństwie.

Jak utracić kontakt ze swoją autentycznością?

Kultura, w której żyjemy, na wiele sposobów odcina nas od kontaktu z „wewnętrznym dzieckiem”. Poprzez wychowanie dostajemy ogromną liczbę przekazów, które wprost lub nie wprost mówią nam, że to kim jesteśmy, nie jest wystarczająco dobre i godne miłości. Niezależnie od naszej historii osobistej i tego, czy mieliśmy szczęście urodzić się w kochającej rodzinie, czy też rodzinie określanej jako dysfunkcyjna, prędzej czy później dowiemy się od swojego otoczenia, że coś jest z nami „nie tak”, jeśli popełniamy błędy, jesteśmy niedoskonali, doświadczamy swojej seksualności, jesteśmy emocjonalni, za grubi, za chudzi, za wysocy, itd. Jako dzieci uczymy się określać swoją wartość poprzez porównywanie z innymi. Nasza kultura zbudowana jest na przekonaniu, że wartość zależy od zdolności dopasowania się do zewnętrznych standardów i oczekiwań innych. Nasze „wewnętrzne dziecko”, na początku spontaniczne i swobodne, z czasem coraz głębiej chowa się pod maską dostosowania. To ukrycie jest na tyle skuteczne, że w większości przypadków tracimy w dorosłym życiu kontakt z tym żywym i spontanicznym aspektem siebie.

Utożsamiamy się z normami świata, które mówią „trzeba coś osiągnąć”, „być jak inni”, „czegoś w życiu dokonać”. Kiedy nasze ”wewnętrzne dziecko” upomina się o odpoczynek, przyjemność, czy po prostu przestrzeń i uwagę, zwykle spostrzegamy to jako problem. Nie lubimy tej uważanej za „wadliwą” części siebie i podejmujemy z nią walkę. Uczymy się traktować swoją emocjonalność, spontaniczność, seksualność i kreatywność z perspektywy surowego rodzica, który karze dziecko za nieposłuszeństwo wobec społecznie akceptowanych zasad poczuciem winy, wstydem, złością na siebie. Tracąc w ten sposób kontakt z wolną i spontaniczną częścią siebie, tracimy bezpowrotnie możliwość, aby w pełni dowiedzieć się – kim naprawdę jesteśmy. Utrata komunikacji z „wewnętrznym dzieckiem” to zaburzona relacja z samym sobą, z własnym ciałem, umysłem, emocjami i duchem. Z autentycznym doświadczeniem swojej kreatywności i seksualności. Z byciem w pełni istotą ludzką. Nasze dysfunkcyjne relacje wewnętrzne, przekładają się na dysfunkcyjne relacje w świecie zewnętrznym. Próbujemy wypełnić pustkę, którą czujemy wewnątrz siebie, czymś lub kimś z zewnątrz – co niestety nie działa. Szukanie zaspokojenia głodu na zewnątrz siebie prowadzi do zachowań określanych jako kompulsywne, tj. takie, które stanowią jakiś rodzaj wewnętrznego przymusu. Odrzucanie „wewnętrznego dziecka” to przemoc psychiczna, którą nauczyliśmy się stosować wobec samych siebie.

Skontaktuj się ze swoim wewnętrznym dzieckiem

Jest wiele sposobów odnajdywania drogi powrotu do swojego „wewnętrznego dziecka”. Często robimy to w sposób całkowicie intuicyjny i spontaniczny, praktykując twórczość – śpiew, taniec, malowanie, rysowanie, dziecięce zabawy. Nie chodzi tu koniecznie o kreatywność w rozumieniu tworzenia dzieł, które dadzą nam akceptację innych, ale o twórczość w sensie pozwolenia sobie na swobodną, niczym nieskrępowaną ekspresję w dowolnej dziedzinie, która sprawia nam przyjemność. Twórczość, w której chodzi o drogę, nie o cel. Której sensem jest zabawa, odkrywanie swoich możliwości, podążanie za swoją intuicją. Dziecko, które w nas mieszka, odżywa także w kontakcie z naturą, żywiołami przyrody, zwierzętami, roślinami. To nie jest przypadek, że odzyskujemy siły w trakcie wakacji. To jedyny czas w naszej kulturze, kiedy oficjalnie pozwalamy sobie na dwa, trzy tygodnie w roku zdjąć sztywny garnitur wszelkiego rodzaju powinności. Kontakt z ”wewnętrznym dzieckiem” daje energię, wycisza, „ładuje akumulatory”. To powrót do swoich korzeni – również na poziomie energii.

Energia dziecka jest mocna i żywa, wystarczy popatrzeć na bawiące się maluchy. Niestety zwykle bardzo ściśle ją sobie limitujemy, większą część naszego dorosłego życia spędzamy w pełnym lub prawie pełnym odcięciu od tego – jakże ważnego aspektu siebie. Nie musi tak jednak być…

Powrót do swojego „wewnętrznego dziecka” jest procesem stopniowym. Celem jest postęp, nie perfekcja. To wejście na ścieżkę powrotu do tego, kim naprawdę jesteśmy, a nie tego – kim powinniśmy być, aby zadowolić naszych rodziców, opiekunów, przyjaciół, nauczycieli. Powrót, to zastąpienie przekonań „krytycznego rodzica”, które nie pozwalają nam się zrelaksować, cieszyć z tego, kim jesteśmy, doświadczać w pełni życia przekonaniami „rodzica kochającego”. Nie chodzi o to, aby „uwolnić” dziecko i podążać w życiu za wszystkim swoimi niezsocjalizowanymi impulsami. Byłoby to niebezpieczne dla nas samych. Dziecko potrzebuje dorosłego, żeby przeżyć w skomplikowanej przestrzeni życia. To oczywisty porządek. Problem w naszej kulturze polega na tym, że ten wewnętrzny dorosły jest bardzo często niechętny dziecku, nieustannie podważa jego perspektywę, zapomina o zaspokajaniu ważnych potrzeb, deprecjonuje prawdę doświadczanych emocji. Przekazy „wewnętrznego rodzica” zwykle przypominają przekazy, które – jako dzieci – słyszeliśmy od naszych realnych opiekunów, oni z kolei od swoich rodziców i tak dalej. Przekazy dotyczące funkcjonowania społecznego, jakie przenoszone są w ten sposób z pokolenia na pokolenie, pozostają w gruncie rzeczy niezmienione od wielu lat. Tworzą one porządek, który być może miał sens w generacji naszych dziadków i babek, jednak we współczesnych czasach okazuje się być często po prostu reliktem przeszłości.

Musimy zdać sobie sprawę, że mamy możliwość wyboru. To od nas zależy, na czym skupiamy swój umysł, jakimi przekonaniami karmimy samych siebie. Możemy zmienić nasze podświadome „oprogramowanie”, które sprawia, że nawykowo porzucamy samych siebie. Nawiązywanie kontaktu ze swoimi autentycznymi emocjami wiąże się często z uwolnieniem energii emocjonalnego żalu, którą nosimy w sobie. Czasem wracają uczucia bólu i zranienia, o których dawno myśleliśmy, że są już za nami. Cierpienie to jednak tylko fragment drogi powrotu do kontaktu z własnymi emocjami. Nasze „wewnętrzne dziecko” jest czymś o wiele bogatszym i pełniejszym, niż tylko zapis krzywd, które w sobie nosimy. To także możliwość bardziej autentycznego doświadczania życia, umiejętność odkrywania niezwykłości każdej chwili, możliwość przeżywania radości, uniesienia, bliskości. Nawiązanie kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem, to także klucz do naszej kreatywności oraz do bliskości w związkach z innymi ludźmi. To ta część nas, która ma dostęp do najgłębszych emocji, potrafi kochać, być wrażliwa, szczera i bezbronna. Nie możemy doświadczyć bliskości z partnerem/ką, jeżeli nie jesteśmy w stanie doświadczyć tego rodzaju otwarcia na miłość.

Droga powrotu do „wewnętrznego dziecka” oznacza wejście na ścieżkę rozwoju osobistego, pracy ze swoimi przekonaniami, emocjami. Mamy ogromne możliwości kreowania własnego życia, niezależnie od tego jaka ukształtowała nas przeszłość…

autor: Agnieszka Czapczyńska, psycholog, trener

źródła inspiracji: moja Zofia Marianna W., moje wewnętrzne dziecko, i słowa przyjaciółki Agnieszki Wilkaniec – Herman…

dziecko_22

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
09
Cze
2013

NIEZALEŻNOŚĆ EMOCJONALNA – OSOBISTA SIŁA

Nauczenie się emocjonalnej niezależności od ludzi, miejsc, rzeczy i sytuacji, polega na uczeniu się równoważenia swojego ja w relacjach z innymi ludźmi. W tej emocjonalnej przestrzeni rozwija się poczucie tego, kim się jest.

Wraz z coraz mniejszym uzależnieniem od innych ludzi w zakresie poczucia własnej wartości identyfikuje się własne potrzeby, pragnienia, niedostatki oraz uczucia i komunikuje się z nimi.

Wyzdrowienie, o którym tu mowa, polega na osiągnięciu emocjonalnej dojrzałości i odzyskaniu swojej mocy – własnej osobistej siły

b5c4f2b1dfb39cf81298905382a8fabf

fotografia: http://manuelaunterbuchner.de/

 

 

 

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...
01
Cze
2013

DEFICYT… co z tym zrobisz?

„Czy możliwe jest „nadrobienie” (nie bardzo wiem jakiego użyć słowa) deficytów uczucia, bezpieczeństwa z okresu wczesnego dzieciństwa?

Sartre’a: „Nie jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.”

…deficyty, wyniesione z dzieciństwa, mają ogromny wpływ na nasze dorosłe życie, ale prawdą jest również, że naszym wyborem jest sposób, w jaki sobie z nimi radzimy. Wielu ludzi utrzymuje lub wchodzi w relacje właśnie po to, aby zrekompensować sobie owe deficyty – poczucia bezpieczeństwa, poczucia kobiecości czy męskości, poczucia własnej wartości, czy też poczucia bezwarunkowej miłości. Wielu też ucieka od trudnych emocji związanych z tymi deficytami tworząc różnego rodzaju mechanizmy obronne. Problem polega na tym, że są to strategie dające krótkotrwałe zyski, a długofalowe straty. Deficyty nie znikają a rośnie ryzyko uzależnienia od tych zastępczych, zewnętrznych „środków na szczęście”.

…nikt, żaden człowiek na świecie – ani partner, ani najbliższa przyjaciółka, czy członek rodziny, nie da tego, czego nie dali rodzice. Takie oczekiwanie jest w istocie występowaniem cały czas w roli małego dziecka, to utrwalanie w sobie postawy roszczeniowej wobec innych ludzi i świata. I między innymi dlatego boimy się wyrażać emocje wobec innych ludzi, czy prosić ich o pomoc – bo tak bardzo obawiamy się, że tego nie dostaniemy albo że ktoś tego nie uszanuje. Obawiamy się odrzucenia, które dla małego dziecka jest czymś przerażającym, bo odbierane jest przez nie w kategoriach życia i śmierci. Małe dziecko nie jest w stanie zadbać o swoje bezpieczeństwo, jest całkowicie zależne od swoich opiekunów.

„Nadrobienie” deficytów z dzieciństwa, gdy jesteśmy już dorośli, polega na zaopiekowaniu się swoim małym „wewnętrznym” dzieckiem.

Proszenie o pomoc z pozycji dorosłego wygląda tak, że dajemy sobie prawo do prośby, a jednocześnie dajemy drugiej osobie prawo do odmowy jej spełnienia. Wyrażanie emocji z pozycji dorosłego to wyrażanie siebie, język komunikacji, a nie próba uzyskania przez to czegoś dla siebie, wymuszenia czegoś, choćby współczucia.”

suflet 4

Eugenia Herzyk / Fundacja Kobiece Serca

Czytaj więcej ...
Czytaj mniej ...